Jak porwano świętego Mikołaja

2009-12-04 00:00:00
Jak porwano świętego Mikołaja

Święty Mikołaj był biskupem Miry w Azji Mniejszej. Czemu zatem dzieciom mówi się, że mieszka w Laponii i jeździ saniami ciągniętymi przez renifery? Ano dlatego, że znana wszystkim postać zażywnego starca w czerwonych szatach i z białą brodą jest tworem wyobraźni dwóch pisarzy z Nowego Jorku oraz speców od reklamy coca-coli.
 

Od czasu do czasu ktoś przypomina kim naprawdę był święty Mikołaj. Żył na przełomie III i IV wieku (zm. ok. 342 r.). Pełnił obowiązki biskupa Myry (obecnie Demre) – na południowym wybrzeżu Azji Mniejszej (dziś Turcja). Według tradycji był dobroczyńcą wspierającym ubogich. Na Wschodzie czczono go od VI wieku, na Zachodzie jego kult stał się popularny w XI wieku, kiedy relikwie świętego przewieziono do Bari (Włochy). Został patronem niektórych krajów (np. Rosji) i grup zawodowych (np. żeglarzy).

W połowie XIII wieku w niektórych krajach powstał zwyczaj obdarowywania się w dzień wspomnienia tego świętego, czyli 6 grudnia. Dawano prezenty zwłaszcza dzieciom. W Polsce zwyczaj ten rozpowszechnił się dopiero w pierwszej połowie XVIII wieku. Podkładano dzieciom prezenty w nocy, mówiąc, że to dar św. Mikołaja.

W różnych krajach w tradycji ludowej łączono jednak postać świętego z miejscowymi legendami: w Skandynawii z Gnomami, w Rosji z Dziadem Mrozem, we Włoszech z Dobrą Czarodziejką...

W Holandii święty Mikołaj został patronem Amsterdamu i jego kult był wyjątkowo mocny. Przedstawiano go jako starego człowieka w szatach biskupa, jeżdżącego na ośle. Od XVI wieku przypływał statkiem i jeździł na białym koniu. Grzecznym dzieciom rozdawał prezenty, a niegrzecznym rózgi. Nikt się jednak za niego nie przebierał.
 
Sinter Klaas, czyli Santa Claus
Większość miast w Ameryce Północnej założyli Hiszpanie, Francuzi i Anglicy. Nowy Jork ma jednak korzenie holenderskie. W roku 1624 Holendrzy założyli na wyspie Manhattan miasto No­wy Amsterdam. Czterdzieści lat później miejscowość zdobyli An­glicy i przemianowali na Nowy Jork. Tym niemniej w samym mieście i w jego okolicach pozo­stało sporo Holendrów. Co roku 6 grudnia kultywowali oni przywieziony z ojczyzny zwyczaj ob­darowywania się prezentami w dzień św. Mikołaja, którego zwali w swym języku Sinter Kla­as. Anglicy i inni mieszkańcy Nowego Jorku nie potrafili tego wymówić prawidłowo, przekrę­cali więc imię świętego, wyma­wiając je Santa Claus.

W roku 1809 pisarz i miłośnik folkloru Washington Irving napi­sał książkę „Historia Nowego Jorku", w której opisał holender­ski zwyczaj mikołajkowy. Święty u Irvinga nie miał już szat bisku­pich, a zamiast na białym koniu, podróżował na pegazie - rumaku ze skrzydłami. Zjawiał się co ro­ku w domach Holendrów. Książ­ka zdobyła dużą popularność. Sinter Klaas nazwany był w niej Santa Claus... I tak już zostało.
 
Czerwona czapa i renifery
23 grudnia 1823 roku w jed­nym z nowojorskich dzienników ukazał się niepodpisany poemat pt. „Relacja z wizyty św. Mikoła­ja". Kilkadziesiąt lat później oka­zało się, że autorem był Clement Clark Moore, profesor studiów biblijnych z Nowego Jorku. W poemacie Santa Claus jechał w zaprzęgu ciągniętym przez re­nifery. Moore przedstawił świę­tego jako postać wesołą, z dużym brzuchem i niskiego wzrostu. Chciał przez to upodobnić go do gnoma, znanego z legend skan­dynawskich i brytyjskich. Miał zapewne nadzieję, że w ten spo­sób ta nowa dla większości spo­łeczności północnoamerykań­skiej postać zyska większą ak­ceptację. Jednocześnie przyjazd św. Mikołaja umiejscowił nie w nocy z 5 na 6 grudnia, jak było w Europie, lecz w wigilię Bożego Narodzenia.
Ten wykreowany w Nowym Jorku nowy „image" św. Miko­łaja zyskał ostateczny kształt w latach 1860-1880. Wtedy to nowojorskie czasopismo „Har-per's" opublikowało wiele ry­sunków znanego amerykańskie­go rysownika, Thomasa Nasta. Święty Mikołaj w wykonaniu Nasta był niskim grubasem z po­ematu Moore'a. Siedzibę miał na biegunie północnym. On tak­że, jako pierwszy, konsekwent­nie rysował go w czerwonych szatach.
 
Produkt Coca-Coli
Pod koniec XIX wieku prężna i ekspansywna kultura północno­amerykańska zaczynała wywie­rać pewien wpływ na Europę. Wpływ ten stał się silny po I wojnie światowej. Wykreowa­na w Nowym Jorku postać Santa Clausa została przeniesiona do Wielkiej Brytanii. Tam nazwano ją Father Christmas, czyli Oj­ciec Bożonarodzeniowy. We Francji natomiast stał się popu­larny jako Bonhomme Noel, a potem Pere Noel, co znaczyło mniej więcej to samo.

W wielu krajach amerykański święty Mikołaj łączył się z miej­scowymi tradycjami. Dlatego w Danii nazywa się Julemanden i przyjeżdża w towarzystwie el­fów. W Holandii po staremu przy­pływa statkiem i jeździ na białym koniu. Po II wojnie światowej zna­ny stał się już praktycznie wszę­dzie, choć w niektórych krajach przyjmowany jest z oporami.

Tymczasem ostatni „szlif amerykańskiej postaci Santa Clausa nadał... koncern Coca-Cola, w swej kampanii reklamo­wej w roku 1931.

Na zlecenie Coca-coli Hab­don Sundblom zmienił nieco wi­zerunek wykreowany pół wieku wcześniej przez Thomasa Nasta. Stworzył Mikołaja wysokiego i potężnego, z białymi włosami, wąsami i długą białą brodą. Strój utrzymał się w barwach czerwo­nej i białej, lecz stał się bardziej atrakcyjny i luksusowy. Mode­lem dla Sundbloma był emeryto­wany sprzedawca Lou Prentice. W latach trzydziestych wymy­ślono także imiona poszczegól­nych fruwających reniferów, których liczbę ustalono na sie­dem i dodano inne szczegóły, znane dziś dzieciom z całego świata. Wówczas także duże sklepy zaczęły przebierać pra­cowników za Santa Clausa.
I tylko czasem ktoś przypo­mni, że święty Mikołaj był bisku­pem i nie mieszkał w Laponii...

LESZEK ŚLIWA
 
Powyższy tekst ukazał się w tygodniku „Gość Niedzielny” 5 grudnia 2004 r.
 
We wtorek 1 kwietnia na Uniwersytecie Wileńskim można było zobaczyć unikatowe eksponaty – jeden z dwóch zachowanych egzemplarzy „Katechizmu” Matynasa Mažvydasa oraz pelerynę i biret Piotra Skargi – pierwszego rektora uczelni, która w chwili założenia nosiła nazwę Akademia i Uniwersytet Wileński Towarzystwa Jezusowego. W tym roku wileński uniwersytet świętuje 446 rocznicę wydania aktu fundacyjnego przez króla Stefana Batorego.
Nazywany jest Szaleńcem Niepokalanej. Wiedział, że Maryja jest papierkiem lakmusowym, który mówi o prawdziwości naszego katolicyzmu. Był przekonany, że jeśli ktoś zawierzy Maryi, nigdy się nie zawiedzie. O heroiczności i niegasnącym zapale św. Maksymiliana Kolbego opowie redaktor naczelny „Przymierza z Maryją" już we wtorek 8 kwietnia 2025 roku podczas spotkania Klubu „Polonia Christiana" we Wrocławiu.
Takie wydarzenie już się nie powtórzy! Przypadające w tym roku milenium koronacji Bolesława Chrobrego wymaga godnego upamiętnienia i refleksji nad obecnym stanem Rzeczypospolitej. Jeśli przywracać blask naszej Ojczyźnie, to właśnie przez przywołanie najpiękniejszych momentów z jej dziejów – chwil potęgi, niezależności i rozkwitu chrześcijaństwa. Wspólnie uczcijmy 1000-lecie Królestwa Polskiego uroczystą konferencją w Warszawie. Rejestracja już trwa – liczba miejsc ograniczona!
19 marca bieżącego roku, w uroczystość św. Józefa, przedstawiciele Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi odwiedzili rzymską bazylikę poświęconą Oblubieńcowi Najświętszej Maryi Panny, znajdującą się na terenie dzielnicy Trionfale (San Giuseppe al Trionfale), by wziąć udział we Mszy Świętej w intencji wszystkich naszych Przyjaciół i Dobrodziejów - uczestników dwóch kampanii.
Od kanonizacji libańskiego duchownego, świętego Szarbela, minęło już blisko pół wieku ale historie z Jego życia i dokonanych cudach budzą nadal wielkie zainteresowanie. O kanonizowanym 9 października 1977 roku Jusufie Antunemie Machlufemie, czyli świętym Szarbelu, będzie się można więcej dowiedzieć podczas spotkań Klubów „Polonia Christiana” w Szczecinie, Stargardzie i Choszcznie. Na spotkaniach pod tytułem „Święty Szarbel i Jego cuda” będą obecne z relikwie libańskiego świętego.