Ich nadzieja w Chávezie

Po bankructwie komunizmu, w obliczu kryzysu państwa opiekuńczego w wydaniu ­socjaldemokratycznym, lewica – tak światowa, jak i rodzima – szuka systemowego wzorca, do którego mogłaby się odnieść. Nic więc dziwnego, że wielu zwolenników rewolucji patrzy z nadzieją na Amerykę Łacińską, gdzie od dekady obserwujemy lewicowe przebudzenie, połączone z przejmowaniem władzy w kolejnych krajach. To tutaj zostały ulokowane nadzieje wielu na budowę „ziemskiego raju” na lewacką modłę.

W 1998 roku rozpoczął ten marsz Hugo Chávez, zwyciężając w wyborach prezydenckich w Wenezueli. Za nim poszła lawina – Lula da Silva w Brazylii, Nestor Kirchner (a po nim jego żona Cristina Fernandez de Kirchner) w Argentynie, Evo Morales w Boliwii, Tabare Ramon Vazquez Rosas w Urugwaju, Rafael Correa w Ekwadorze, Veronica Michelle Bachelet w Chile. Trzeba też wspomnieć o „wielkim powrocie” nawróconego ponoć na katolicyzm Daniela Ortegi w Nikaragui. Wszystkich tych polityków łączą mniej lub bardziej socjalistyczne poglądy, uznanie naczelnej roli państwa w redystrybucji dochodu narodowego, odwoływanie się do nizin społecznych, antyamerykanizm. Wszyscy są także w różnym stopniu „fanami” Fidela Castro, który „bohatersko” rzucił rękawicę Stanom Zjednoczonym.

Rewolucja Cháveza

Najbardziej aktywną postacią w tym towarzystwie jest Hugo Chávez. Jak stwierdził słoweński „guru” nowej lewicy Slavoj Żiżek: – Chávez próbuje mobilizować ludzi do działania w lokalnych wspólnotach. Stara się rozgrzać stygnące instytucje lokalnej demokracji. Pozostali przywódcy – z wyjątkiem Moralesa – wytracili nieco impet, jakby przestraszyli się swej lewicowości.

Jeden z liderów Nowej Lewicy brytyjskiej, wydawca „New Left Review”, Tariq Ali nie bez satysfakcji opisuje sytuację w tej części świata: – Nowa wizja powstaje w Ameryce Południowej, a kluczową rolę odgrywa w polityce Południa Hugo Chávez. On wyraża to, co odczuwa wielu: trzeba rzucić wyzwanie Stanom Zjednoczonym, ale nie można tego uczynić środkami militarnymi, tylko poprzez stworzenie wizji nowego społeczeństwa. (…) Jest to coś, co nazwałbym wizją lewicowo-socjaldemokratyczną. (…) Przede wszystkim państwo uznaje kapitał, ale go reguluje. Państwo wydaje ponadto wiele pieniędzy na to, by poprawić warunki życiowe tych, którzy nie potrafią tego zrobić sami.

I rzeczywiście, dzięki ogromnym pieniądzom z ropy naftowej Chávez ma rzeczywisty wpływ na sytuację w Wenezueli. Mówiąc wprost – ten były żołnierz, posiadając odpowiednie środki, może sobie pozwolić na przeróżne lewicowe eksperymenty. Dlatego wzbudza zainteresowanie i nadzieje ideowej lewicy – trockistowskiej, socjalistycznej, anarcho-syndykalistycznej i komunistycznej.

Równocześnie należy podkreślić, iż liberalna „europejska” lewica w stylu Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Demokratów.pl czy środowisk „Gazety Wyborczej” patrzy na Cháveza, jak na nieokiełznanego błazna. Dla nich jest to taka egzotyczna wersja Andrzeja Leppera, którego bezkompromisowe: Tu Wersalu nie będzie! ciągle groźnie pobrzmiewa w ich delikatnych uszach. Dla tej lewicy Chávez jest antybohaterem, już choćby z racji sojuszów z Łukaszenką czy Ahmadineżadem. To populista o zapędach dyktatorskich, który kompromituje „postępowe idee”.

Lewica ideowa odwrotnie – patrzy na wenezuelski eksperyment z nadzieją przyprawioną pewną dawką ostrożności. Jest to spowodowane obawami, czy aby Chávez gwałtownie nie skręci w stronę nacjonalizmu. Ponadto Jakub Grzegorczyk z anarcho-syndykalistycznego Czerwonego Kolektywu – Lewicowej Alternatywy przypomina, że sektor prywatny odgrywa nadal w Wenezueli kluczową rolę oraz zauważa, iż udział wojskowych w rządzie jest duży, co – jak można przypuszczać – wcześniej czy później może zakończyć się „faszyzacją” kraju.
 
Póki co jednak, Chávez konsekwentnie podąża w lewo. Brytyjski trockista Chris Harman z Socjalistycznej Partii Robotników (SWP) odkrywa nowe oblicze prezydenta Wenezueli, przywołując jego słowa: – Trocki mówił, że rewolucja jest permanentna, nigdy się nie kończy. Idźmy drogą Trockiego.

I rewolucja w Wenezueli rzeczywiście dopiero nabiera rozpędu. Wojciech Figiel, redaktor portalu lewica.pl i przewodniczący Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Kubańskiej twierdzi nawet, że nasz rodzimy ruch lewicowy może się wiele nauczyć od towarzyszy z Wenezueli, chwaląc Cháveza, że teraz w Wenezueli jest wreszcie pełna kontrola nad zyskami z ropy naftowej, nie zauważając jednocześnie specyficznej filantropii „pirata z Karaibów”, który lekką ręką wydaje miliony dolarów na pomoc dla Kuby, dozbrajanie lewackich partyzantek w Kolumbii, pomoc dla Evo Moralesa w Boliwii i wiele innych działań, które narażają na ogromne straty ten kraj.

Antyklerykalizm i socjalizm

Co jeszcze, oprócz nacjonalizacji pól ropy naftowej, fascynuje lewicę w Chávezie? Oczywiście „darmowe” szkolnictwo, plany „rewolucyjnej” ingerencji w program nauczania, mającej na celu wyeliminowanie „tradycyjnych wartości społeczeństwa kapitalistycznego”; „bezpłatna” służba zdrowia „dla wszystkich” (Chávez ściągnął około 20 000 kubańskich lekarzy, by leczyli ubogich mieszkańców Wenezueli), rozwój „kultury socjalistycznej”, coraz częstsze i coraz gwałtowniejsze ataki na hierarchię kościelną, socjalne rozdawnictwo pod hasłami „dofinansowywania najuboższych”, silny antyamerykanizm, ogromna sympatia do Fidela Castro nazywanego przez Cháveza socjalistą na miarę… XX, XXI i XXII wieku!

Mary Kalyna, związana z amerykańskimi ruchami lewackimi i feministycznymi w stylu Global Women’s Strike, jest zachwycona rewolucją Cháveza, przypominając jego wypowiedź dotyczącą „mniejszości seksualnych”: Homoseksualiści też mają prawa. Jej zdaniem ta wypowiedź była przełomowa. – Widzą (homoseksualiści – przyp. BB) walkę o wolność seksualną jako część całościowej walki o przekształcenie społeczeństwa. (…) Cytują Cháveza mówiącego: „Transformacja ekonomiczna umożliwia państwu ochronę praw gejów”.

Historia jest nauczycielką życia – mówią jedni. – Która jeszcze nikogo niczego nie nauczyła – dopowiadają inni. Biorąc pod uwagę hasła Cháveza, ideowe odwołania do Trockiego, a nawet Lenina, nasilający się „kult prezydenta”, uwielbienie dla Castro, walkę z opozycją, a nade wszystko radykalnie lewicowe rozwiązania systemowe – można mieć pewność, że Wenezuela zmierza w stronę realnego socjalizmu, którego klęska społeczna i ekonomiczna jest nieunikniona. Jak widać, części lewicy, odurzonej ideą budowy „ziemskiego raju”, to nie przeszkadza. Historia niczego ich nie nauczyła…

Bogusław Bajor

Źródło: Polonia Christiana nr 2/2008

Podobne artykuły

Polacy oddali swe rodziny pod opiekę Najświętszej Rodziny!

Wspaniały finał kampanii „Najświętsza Rodzino, bądź naszą obroną”! 28 grudnia, w uroczystość Świętej Rodziny, przedstawiciele Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi złożyli księgę z nazwiskami 16 766 uczestników kampanii w Narodowym Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu. To pokazuje, jak wielka jest u Polaków potrzeba oddania swoich rodzin pod opiekę Najświętszej Rodziny, na którą odpowiedziało nasze Stowarzyszenie!

Zarządzaj zgodami plików cookie

Informujemy, że niniejsza strona internetowa wykorzystuje pliki „cookies”. Szczegółowe informacje na temat gromadzonych plików „cookies” znajdują się w Polityce prywatności. Użytkownik poprzez kliknięcie przycisku „Akceptuję” wyraża zgodę na przetwarzanie plików „cookies”. Użytkownik może zmienić opcje przetwarzania plików „cookies” poprzez kliknięcie przycisku „Ustawienia”, a następnie wybór plików „cookies”, na które wyraża zgodę. W przypadku kliknięcia przez użytkownika przycisku "Odmawiam" przetwarzaniu będą podlegać jedynie konieczne pliki "cookies".