Tak jak Pax Romana był uniwersalnym pokojem zapewnianym przez Imperium Rzymskie, tak Pax Rossica – Mir Ruski – ma oznaczać nowy układ sił w świecie, w którym Rosja będzie gwarantem tego nowego, sprawiedliwego porządku. To włączenie pojęcia sprawiedliwości oraz poszukiwanie chrześcijańskiej interpretacji misji imperialnej Rosji, a także chrześcijańskiej interpretacji działań samego Putina, kulminuje ostatecznie w deklaracji nazywanej „nakazem” – czyli instrukcją, jak można to rosyjskie słowo interpretować – wydanym przez patriarchę Cyryla na XXV Zjeździe Wszechświatowego Rosyjskiego Soboru Ludowego – mówił podczas konferencji „Konserwatywna Rosja. Fantasmagoria czy rzeczywistość” zorganizowanej przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi i Akademię Zamojską prof. Andrzej Nowak.
Poniżej prezentujemy treść wykładu Pana profesora wygłoszonego podczas konferencji.
Szczęść Boże!
Serdecznie Państwa witam. Od razu też przepraszam, że zjawiam się zdalnie, lecz niestety nie mogłem dotrzeć na konferencję zamojską osobiście. Pozdrawiając wszystkich uczestników, pozwalam sobie rzucić garść refleksji poświęconych ideom i tradycji, które Rosja wypracowała w przeciągu dziejów swojego istnienia. Są to koncepcje stanowiące podstawę jej własnej misji, tożsamości, a jednocześnie siły przyciągania adresowanej do świata wokół. Idee, które chciałbym zaprezentować w ciągu czterdziestu minut, omawiam zazwyczaj w cyklu wykładów trwającym trzydzieści godzin. Zadanie nie jest więc łatwe, choć postaram się przedstawić całą rzecz jak najzwięźlej.
Początki Rosji można usytuować w co najmniej dwóch źródłach. Jednym z nich jest oczywiście Ruś, czy też kaganat ruski; tak przynajmniej nazywała się ta pierwsza wspólnota polityczna Słowian wschodnich, zorganizowana w IX wieku przez ich zdobywców, Waregów z plemienia Rusów (Ruotsi), od którego wywodzi się nazwa państwa.
W tym źródle rosyjskości kluczowe są dwa fakty. Po pierwsze, wspólnota tworzy się na terenie zasiedlonym głównie przez wschodnich Słowian. To zaś czyni ją wspólnotą językową. Jako Słowianie zachodni, mamy z nią wiele wspólnego na płaszczyźnie lingwistycznej, co zbliża nas do ludów wschodniosłowiańskich, w tym do Rosji.
Po drugie – co niezwykle istotne – sposób utworzenia tej wspólnoty politycznej ma jawny, niezaprzeczalny i deklarowany od samych początków dziejopisarstwa charakter podboju. Zewnętrzny najeźdźca podbija Słowian wschodnich i organizuje dla nich państwo, gdyż oni sami – jak głosi pierwszy kronikarz ruski, Nestor – nie potrafią tego uczynić. Staje się to fundamentem relacji państwo–poddani: zewnętrzna siła podporządkowuje sobie masę wschodniosłowiańską, a przy tym nadaje jej zdolność państwowotwórczą. Kolejnym milowym krokiem w tej historii, mającym kolosalne znaczenie ideowe, jest przyjęcie w roku 988 chrztu przez księcia kijowskiego Włodzimierza (tytułowanego też kaganem). Od tego momentu Ruś wchodzi w orbitę wspólnoty chrześcijańskiej.
Jest to drugi powód naszego zbliżenia. Zbliżenia tych, którzy identyfikują się z dziedzictwem wiary chrześcijańskiej, nawet jeśli czerpią ją ze źródła rzymskiego. Pierwotna wspólnota Krzyża łączy przecież wszystkie odłamy chrześcijaństwa. Wiara ta, obok wspólnoty słowiańskiej, może stanowić potencjalny pomost do oddziaływania Rusi na inne kraje chrześcijańskie lub słowiańskie.
Religia jest też elementem identyfikacji wewnętrznej. Czy jednak współczesna Rosja identyfikuje się wyłącznie z chrześcijaństwem i słowiańszczyzną? Odpowiedź musi być przecząca. Ani Władimir Putin, ani inni ideolodzy – włączając w to patriarchę Cyryla, zwierzchnika Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej – nie utożsamiają Rusi wyłącznie z prawosławiem. Uznają oni, że na rosyjską tożsamość składają się także inne elementy, które poszerzają potencjał jej oddziaływania na zewnątrz.
Te dodatkowe składowe wiążą się oczywiście z panowaniem Mongołów i siłowym otwarciem Rusi na świat azjatycki, w który została ona włączona na ponad 250 lat okupacji. Przypominam te powszechnie znane fakty, gdyż są one niezbędne do zrozumienia uwarunkowań współczesnych ideologii rosyjskich. Otwarcie na Azję, które w kronikach prawosławnych mnichów z XIII i XIV wieku opisywano jako absolutną katastrofę i zagładę Rusi, z czasem zaczęło być postrzegane inaczej. Szczególnie w XX wieku, w ramach ideologii eurazjanizmu, zostało ono zinterpretowane w duchu tezy, iż Mongołowie uratowali Ruś przed znacznie bardziej zgubnymi wpływami płynącymi z Zachodu.
Wpływy zachodnie postrzegano jako wrogie już wcześniej, gdyż w roku 1054 – zaledwie 70 lat po chrzcie Włodzimierza – nastąpiła Wielka Schizma. Wzajemne ekskomuniki rzucone przez legatów papieskich i patriarchę konstantynopolitańskiego sprawiły, że podział wewnątrz Kościoła stał się głęboki i z biegiem wieków tylko się potęgował.
Wraz z tym rozłamem Ruś przyjęła wrogość wobec świata łacińskiego, czyniąc z niej istotną część swojej autoidentyfikacji. Rywalizacja z Rzymem była przedstawiana jako odpowiedź na agresję przeciwko światu prawosławnemu, czego symbolem stała się czwarta krucjata i zniszczenie Konstantynopola przez krzyżowców w 1204 roku. Do tych traum dołączyły tarcia z bezpośrednimi sąsiadami z kręgu łacińskiego: Królestwem Polskim i Królestwem Węgierskim, a na północy z Zakonem Kawalerów Mieczowych, napierającym na republiki Nowogrodu i Pskowa.
Zwykłe spory polityczne o miedzę nałożyły się na fundamentalny podział religijny, który – właśnie ze względu na bliskość i jednoczesną obcość – okazał się wyjątkowo ostry. Spór o to, który obrządek jest prawdziwy i który wiedzie do zbawienia, a który do potępienia, drastycznie zaostrzył prawosławną niechęć do Zachodu. W takiej perspektywie Mongołowie jawią się w rosyjskiej reinterpretacji jako „zbawcy”, którzy odgrodzili Ruś od wpływów kulturowych i religijnych płynących ze strony łacińskiej.
Wpływy te docierały przez Węgry i Polskę w stronę Lwowa i księstw południowej Rusi, a także na północ, gdzie swoją misję prowadzili mieczem kawalerowie zakonu krzyżackiego. Konkretnie mówię tu o jego inflanckiej gałęzi, która od początku XIII wieku miała swą stolicę w Rydze. Ta mieszanka doświadczeń historycznych, idei oraz idiosynkrazji wiązała się także z wpływami mongolskimi i otwarciem na azjatycką kulturę polityczną. Jej śladami są choćby takie słowa jak kandały, czyli kajdany (które z Rusi przeniknęły także do języka polskiego), czy dyby – termin mongolski, którego znaczenia nie trzeba nam wyjaśniać. Dziedzictwo to przyniosło jednak również nowoczesne, przynajmniej jak na tamte czasy, sposoby zarządzania wielkimi przestrzeniami; niewyobrażalnymi w krajach europejskich. Słowa takie jak tamga, oznaczająca urząd celny, czy jam, czyli system pocztowy, służyły kontroli i sprawnej administracji ogromnych terytoriów. To właśnie dziedzictwo mongolskie otworzyło przyszłą Rosję na budowę największego imperium świata – imperium eurazjatyckiego.
Dochodzimy teraz do momentu kluczowego, jakim był upadek Bizancjum. Ruś pozostawała hierarchicznie podporządkowana Konstantynopolowi. Stanowił on centrum świata duchowego dla prawosławnych mieszkańców Rusi; to tam znajdował się Patriarchat Ekumeniczny. W momencie gdy w 1453 roku Konstantynopol pada pod ciosami islamu, metropolita moskiewski znajduje się w specyficznej sytuacji. Kilkanaście lat przed upadkiem Bizancjum wysłano go na sobór we Florencji, gdzie dyskutowano nad możliwością unii między Kościołem prawosławnym a rzymskokatolickim. Unia ta została ostatecznie przyjęta.
Metropolita moskiewski, podobnie jak inni hierarchowie prawosławni, podpisał akt unii florenckiej, lecz po powrocie do Moskwy został z rozkazu księcia wtrącony do lochu, a sama unia została odrzucona. Jest to niezwykle istotne w kontekście naszych rozważań, ponieważ od tego momentu Moskwa zaczyna identyfikować się jako jedyny kraj prawosławny, który oparł się pokusie zjednoczenia z Zachodem. W tamtejszej interpretacji to właśnie nieopatrzne przyjęcie unii z Kościołem łacińskim sprowadziło na Konstantynopol karę bożą w postaci podboju przez Imperium Osmańskie. Na tym fundamencie rodzi się ideowa koncepcja Moskwy jako Trzeciego Rzymu.
Koncepcja ta została po raz pierwszy sformułowana w liście mnicha Filoteusza z Pskowa. Warto dodać, że Psków zaledwie dziesięć lat wcześniej został podbity przez Moskwę w procesie, który jej władcy nazwali „zbieraniem ziem ruskich”. Choć Moskwa była księstwem powstałym stosunkowo późno, bo dopiero w połowie XII wieku, przypisała sobie rolę zwierzchnią wobec wszystkich innych księstw ruskich, rozdrobnionych w ciągu średniowiecza. Przyjęła misję skupienia pod swoim panowaniem wszystkich ziem pierwotnej Rusi Kijowsko-Nowogrodzkiej, traktując to jako zadanie otrzymane od Boga. Proces ten doprowadził pod koniec XV i na początku XVI wieku do ostatecznego podboju Nowogrodu i Pskowa.
Mnich Filoteusz, będący rzecznikiem wcielenia potężnej niegdyś Republiki Pskowskiej do Moskwy, opierał swój pogląd polityczny na idei religijnej. Głosił on przekonanie, że Moskwa stała się teraz jedynym na świecie centrum prawosławia. Konstantynopol przestał pełnić tę rolę, stając się Stambułem – stolicą Imperium Osmańskiego. Choć Patriarchat istniał tam nadal pod kontrolą polityczną sułtana, stracił w oczach Moskwy swój autorytet, gdyż uległ pokusie unii z papiestwem. Choć później Patriarchat wycofał się z tych postanowień, moskiewska perspektywa „zdrady i kary” umocniła poddanych wielkiego księcia w przekonaniu, że tylko w Moskwie rezyduje prawdziwa wiara. To przekonanie o własnej wyjątkowości jest kluczowe dla zrozumienia fenomenu współczesnych ideologii rosyjskich.
W przeciwieństwie do Polski czy większości krajów europejskich, które nie uznają się za centra samowystarczalne i suwerenne w sensie duchowym, Moskwa przypisała sobie taką właśnie suwerenność religijną. Dla nas źródłem zwierzchności duchowej, wykraczającej poza partykularne państwowości, pozostaje Rzym i postać papieża. W Moskwie, od czasu upadku Bizancjum i sformułowania ideologii Trzeciego Rzymu, takiej zewnętrznej zwierzchności nie ma.
Mnich Filoteusz dowodził, że dwa Rzymy już upadły. Ten pierwszy, starożytny Rzym nad Tybrem, padł pod ciosami pogan z powodu odstępstwa od wiary i ulegnięcia herezji arianizmu. Drugi padł w 1453 roku, ponieważ zawarł unię z łacinnikami. Teraz stoi Trzeci Rzym – Moskwa – w którym skupia się nadzieja na zbawienie całej ludzkości, jako jedynym centrum prawdziwej wiary. To czyni Moskwę politycznym i duchowym centrum świata; kto nie jest z Moskwą, ten kroczy drogą ku potępieniu.
Jest to koncepcja wyjątkowa, nieporównywalna z jakąkolwiek ideą polityczną któregoś z krajów europejskich. Łączy ona w sobie program polityczny „zbierania ziem ruskich” i dalszą ekspansję terytorialną z przekonaniem, że powiększanie imperium jest tożsame z wytyczaniem jedynej drogi do zbawienia dla ludów, które znajdą się w jego zasięgu. Idea ta zawiera jednak również przestrogę, o której często się zapomina: Filoteusz ostrzegał, że jeśli władca Moskwy (nazywany carem dopiero od połowy XVI wieku) odstąpi od prawosławia, Trzeci Rzym również runie. A czwartego Rzymu już nie będzie – po Moskwie nastąpi koniec świata.
Podstawą tak sformułowanej ideologii musi być, rzecz jasna, fundamentalna wrogość do świata łacińskiego i Zachodu. Zetknięcie z wpływami zachodnimi, z Kościołem łacińskim czy papiestwem, postrzegane jest tutaj jako śmiertelne zagrożenie; coś, co grozi wiecznym potępieniem. Wizja ta umacniała się wraz z kolejnymi doświadczeniami historycznymi. Choć czas nie pozwala na ich szczegółowe przypomnienie, pragnę zwrócić uwagę zwłaszcza na dwa punkty, nieco bliższe naszym czasom. Przełom XVI i XVII wieku to moment wygaśnięcia dynastii Rurykowiczów, rządzącej Rusią od IX stulecia. Kryzys dynastyczny doprowadził do okresu zwanego Wielką Smutą, czyli wewnętrznego zamieszania, które częściowo wykorzystały sąsiednia Rzeczpospolita oraz Szwecja. Poczucie egzystencjalnego zagrożenia stało się realne, gdy w 1610 roku Polacy pojawili się na Kremlu.
Wydarzenia te znów kojarzą się przede wszystkim z inwazją Zachodu – tak właśnie są interpretowane. Zachodu, który chce wydrzeć Rosji jej prawosławną duszę i zastąpić ją katolicyzmem, papieską interwencją czy jezuicką intrygą. To niezwykle istotny element, silnie zakorzeniony w kulturze rosyjskiej i jej najważniejszych dziełach. Przypomnę choćby najwybitniejszą operę w historii rosyjskiej muzyki – Borysa Godunowa skomponowanego przez Modesta Musorgskiego do tekstu Aleksandra Puszkina. Jest ona w całości przeniknięta ideologiczną niechęcią do Zachodu. Widoczne jest w niej przekonanie, że świat zachodni niesie ze sobą jezuityzm, katolicyzm i papiestwo, zaś główne źródło zagrożenia dla rosyjskiej tożsamości stanowi Polska. Akcja dzieła osnuta jest oczywiście wokół historii Wielkiej Smuty z początku XVII wieku.
Zrozumienie tej perspektywy jest kluczowe, by pojąć ofertę, jaką dzisiejsza Rosja kieruje także do nas. Warunkiem koniecznym jest wyrzeczenie się katolicyzmu i tożsamości łacińskiej, gdyż dla nich z pewnością nie ma miejsca wśród nieprawosławnych elementów, które Rosja jest gotowa ewentualnie włączyć do swojej sfery wpływów. Wśród akceptowanych tradycji znajduje się natomiast świat azjatycki. Przykładem jest buddyzm, jako że narody buddyjskie były podbijane w toku ekspansji Imperium Moskiewskiego już od XVI wieku. Wtedy to Carstwo Moskiewskie wkroczyło na Syberię, by w połowie XVII stulecia osiągnąć wybrzeża Pacyfiku. W ten sposób Rosja zaabsorbowała szereg ludów o wierzeniach szamanistycznych, starych tradycjach buddyjskich czy – co równie ważne – islamskich.
Warto pamiętać, że w Imperium Mongolskim islam stał się dominującą wiarą elit zdobywczych, dlatego jest on w pewnym stopniu akceptowany w ramach rosyjskiej, imperialnej tożsamości. Natomiast w żadnym wypadku i w żadnej konfiguracji nie ma tam miejsca na katolicyzm i łacińskość. Te ostatnie, od XI wieku, poprzez wzmocnienie ideą Trzeciego Rzymu w XVI wieku, aż po traumę obecności Polaków na Kremlu w czasie Wielkiej Smuty, stanowią stały punkt odniesienia dla antyzachodniej orientacji Moskwy.
Antykatolicyzm i antyłacińskość to idee, które – choć nie zawsze przybierają formę sztywnej doktryny państwowej – stale trwają w dziełach kultury oraz świadomości historycznej poddanych cara. Objawiają się one w najwybitniejszych dziełach tej kultury. Nie jest to przecież tylko Puszkin, którego często cytuję jako autora pełnego niechęci do Polski i Zachodu. Obecny minister spraw zagranicznych, Siergiej Ławrow, deklamował w rosyjskiej telewizji wiersz Puszkina Oszczercom Rosji, skierowany przeciwko Polsce i Zachodowi. Poeta przedstawia nas w nim jako wiecznych agresorów napadających na „świętą Rosję”. Elementy te odnajdziemy także u Dostojewskiego – niezwykle ważnego eksponenta tych idiosynkrazji – oraz u setek innych wybitnych twórców. Zjawisk tych nie można lekceważyć, analizując ofertę ideową Rosji w XXI wieku. Twórcy współczesnej doktryny państwowej i religijnej podkreślają bowiem kluczowe znaczenie kultury rosyjskiej jako fundamentu budowy „Ruskiego Miru”.
Na czym jednak polega „Ruski Mir” w praktyce? W doświadczeniach relacji Moskwy z sąsiadem polsko-litewskim w XVI, XVII i XVIII wieku oznaczało to dążenie do zajęcia wszystkich terenów dawnej Rusi Kijowskiej. Trzeba pamiętać, że unia, która włączyła dzisiejszą Ukrainę i Białoruś w sferę wpływów świata łacińskiego, trwała aż 400 lat – do ostatecznego rozbioru w 1795 roku. Zmieniła ona w istotny sposób kształt duchowy i materialny tej części Rusi. Moskwa toczyła o te ziemie kilkanaście wojen, będąc głównym czynnikiem sprawczym rozbiorów Rzeczypospolitej. Warto odnotować, że po 1815 roku pod władzą carów znalazło się aż 82% terytorium przedrozbiorowego państwa polsko-litewskiego.
Wynika z tego nakierowanie idei rosyjskości na reasymilację żywiołów etnicznych i kulturowych Ukraińców oraz Białorusinów do wspólnego, wielkiego narodu rosyjskiego, opartego na tożsamość moskiewskiej. Tak wyglądał projekt „Ruskiego Miru” w wiekach minionych, gdy zwalczano polskość na tych obszarach. Mimo upadku państwa polskiego, wybuchały powstania, w których pod sztandarem Rzeczypospolitej brali udział Litwini, Białorusini i Ukraińcy. Petersburg starał się zniszczyć te próby oporu, dążąc do przesunięcia granic „Ruskiego Miru” aż do styku ze światem germańskim.
W XIX wieku idea ta przybrała postać panslawizmu. Zakładała ona wówczas, że ze względu na pokrewieństwo z Moskwą, wszystkie ludy słowiańskie powinny znaleźć się pod skrzydłami rosyjskiego dwugłowego orła. Głównym ideologiem tego nurtu stał się Mikołaj Danilewski. Wspominam o nim nie tylko dlatego, że jego myślą zajmuję się już od dekad, ale przede wszystkim dlatego, że stał się on postacią kluczową dla zrozumienia dzisiejszej Rosji. Danilewski stworzył wizję polityczną uzasadniającą zagarnięcie krajów słowiańskich, jak również podporządkowanie Rosji narodów niesłowiańskich, takich jak Węgrzy, Grecy czy Rumuni. Projekt doczekał się realizacji w formie bliskiej jego wizji po 1945 roku, kiedy to Józef Stalin stworzył tzw. obóz socjalistyczny.
Jednak to nie aspekt terytorialny jest w dziedzictwie Danilewskiego najważniejszy. Jest on – obok Filoteusza – kluczowym myślicielem dla współczesnej Rosji ze względu na swoją teorię wielości cywilizacji. W dziele Rosja i Europa z 1872 roku Danilewski, wpisując się w głęboką rosyjską tradycję, ostatecznie przeciwstawił Rosję Europie.
Wziąłem to oczywiście w nawias, gdyż nie ma czasu, by szerzej o tym mówić, choć jest to epizod niezwykle istotny – mianowicie czasy petersburskie, zapoczątkowane przez Piotra I. To otwarcie Rosji na Europę opierało się na przekonaniu, które najdobitniej i najprościej wyraził sam car, mówiąc: „Europa jest nam potrzebna na kilka dziesięcioleci, a potem odwrócimy się do niej plecami” (Nam Jewropa nużna na nieskolko diesiatiletij, a potom my k niej powierniomsia zadom). Europa była więc potrzebna Rosji, by ta mogła się zmodernizować i nabrać sił według zachodnich recept, a następnie – wykorzystawszy te zdobycze – odrzucić współpracę.
Choć proces ten trwał znacznie dłużej niż zakładał car, cel instrumentalny pozostał niezmienny: przejąć od Europy będącej u szczytu powodzenia jej technikę, technologię i instytucje, ale nie po to, by przekształcić Rosję w część świata zachodniego, lecz by umocnić ją jako potęgę zdolną zdominować Europę; potęgę, dodajmy, o całkowicie odrębnej tożsamości.
Mikołaj Danilewski, w reakcji na produkt uboczny dążeń, jakim była europeizacja części elit, stanowczo zaprotestował. W jego ujęciu Europa stanowiła dla Rosji śmiertelne zagrożenie. Aby się przed nim obronić, Rosja musi zdobyć siłę w nieuchronnej konfrontacji z Zachodem. Można go zaś osłabić jedynie poprzez wykazanie, że jego roszczenia do globalnej dominacji są oparte na fałszywych przesłankach – Zachód nie jest bowiem uniwersalną cywilizacją dla całego świata. Według Danilewskiego to jedynie partykularna cywilizacja „romano-germańska”, ufundowana na przemocy i kolonializmie, podczas gdy obok niej istnieje kilkanaście innych „typów kulturowo-historycznych”. Rosja jawi się tu jako ostatnia nadzieja na ocalenie pluralizmu cywilizacyjnego. Kiedy w ostatecznym starciu pokona wreszcie Zachód, w pełni rozkwitnie wielość kultur, aczkolwiek pod przewodnictwem najdoskonalszej z nich – rosyjskiej.
Idea ta jest niezwykle ważna. Prowadzi nas ona do kolejnego poziomu projektu Imperium Rosyjskiego – transformacji wszelkich dążeń w systemie sowieckim. Pytanie o to, czy Rosja bolszewicka ma cokolwiek wspólnego ze wcześniejszym jej obliczem, jest oczywiście dramatyczne i zajmuje setki tomów wybitnych myślicieli. Chcę jednak zwrócić uwagę na jeden punkt styczny, co do którego większość badaczy jest zgodna. Lenin, twórca nowej formacji politycznej opartej na zachodnim marksizmie, dokonał jego specyficznej adaptacji na użytek rosyjski. Jego traktat z 1916 roku, Imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu, choć niewielki, stanowi podstawę ideologii wciąż żywej, aktualnej we współczesnej Rosji.
Zgodnie z doktryną Marksa, Rosja jako najsłabsze ogniwo kapitalizmu, nie powinna stać w centrum procesu rewolucyjnego. Przeciwnie, rewolucja miała tam dotrzeć na samym końcu. Lenin odwrócił jednak tę logikę. Uznał mianowicie, że to właśnie w najsłabszym ogniwie zapłonie najsilniejszy ogień, a Rosja stanie na czele ludzkości w pochodzie proletariackim. Co istotne, Lenin podjął myśl zbieżną z poglądami Danilewskiego (którego dzieła studiował w szwajcarskich bibliotekach), twierdząc, że Zachód jest głównym oprawcą innych ludów, ras i kontynentów.
Mocarstwa kolonialne na początku XX wieku rzeczywiście władały większością globu, a Lenin sformułował przekonanie, że Rosja może stać się nie tylko ojczyzną rewolucji, ale i liderem buntu krajów niezachodnich przeciwko centrum wyzysku w Europie i Ameryce. To wizja „Reszty przeciwko Zachodowi” (The West and the Rest), w której Rosja przewodzi uciśnionym.
Tę samą ideę, choć w innym kluczu, podjęli wrogowie bolszewizmu – eurazjaniści na emigracji (m.in. Nikołaj Trubieckoj i Piotr Sawicki). Choć uważali oni bolszewizm za produkt szkodliwych zachodnich idei, docenili jednak fakt, że odgradza on Rosję od świata kapitalistycznego. To oni sformułowali pogląd, jakoby Rosja powinna była wyzwolić świat spod wpływów Zachodu, który opanowywał inne cywilizacje. Połączenie tej myśli ze skrajnie lewicowymi założeniami komunizmu sprawiło, że Rosja stała się sztandarem rewolucji antykapitalistycznej i antyamerykańskiej. Skuteczność tej propagandy w krajach Trzeciego Świata opierała się na autentycznej nadziei, że silna Rosja pomoże im w walce z kolonializmem. Nawet Chiny, choć zbyt potężne na bycie satelitą Moskwy, dołączyły do tego antyzachodniego frontu, rywalizując z ZSRR o wpływy na Globalnym Południu.
Po upadku Związku Sowieckiego i przegranej konfrontacji z bardziej wydajnym systemem kapitalistycznym oraz potęgą USA, idee te zostały raz jeszcze przetrawione. Rosja, pomniejszona o republiki radzieckie i zewnętrzne imperium „demokracji ludowych” (w tym Polskę), została ograniczona do terytoriów z czasów Piotra I. Niemal odruchowo pojawiła się myśl o rekonkwiscie – odzyskaniu tego, co utracono tak nagle i niespodziewanie.
To pierwszy wymiar odnowionej idei „Ruskiego Miru”. Została ona przypomniana w 1999 roku przez Piotra Szczedrowickiego, ideologa i syna wybitnego twórcy superimperialnego myślenia elit czasów Breżniewa. Młodszy Szczedrowicki kontynuował dzieło ojca, przygotowując grunt pod ideologię czasów Putina i postulując oparcie rosyjskich dążeń właśnie na koncepcji „Ruskiego Miru”.
Ale co właściwie ma oznaczać ta koncepcja? Nowy prezydent, Władimir Putin, wywodzący się z KGB, swoje rozczarowanie systemem sowieckim – był przecież nie tylko kadrowym oficerem, ostatecznie w stopniu podpułkownika KGB, ale rzecz jasna także wiernym członkiem partii KPZR – wiąże z jednym konkretnym doświadczeniem. Otóż system ten nie zapewnił trwałości potędze państwa rosyjskiego i wobec tego Putin już od 1991 roku jasno deklaruje, że nie jest zwolennikiem powrotu do ideologii komunistycznej.
Uważa on, że ta się po prostu nie sprawdziła i nie wystarczyła do obrony mocarstwowej pozycji Moskwy w momencie kryzysów na progu lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Nie oznacza to jednak wcale, że Putin nie docenia tego wszystkiego, co nosiło rys imperialny i co wzmocniło potęgę Rosji w XX wieku, a mam tu na myśli przede wszystkim okres stalinowski. Ten etap dziejów docenia on szczególnie, bo był to przecież czas – ze szczególnym uwzględnieniem roku 1945 jako symbolu – kiedy Imperium Moskiewskie osiągnęło swoje apogeum geopolityczne.
Zasięg wpływów sięgał wówczas aż do środka Niemiec, zagarniając Polskę, Węgry, Czechy i inne kraje. To właśnie Putin postrzega jako wielkie osiągnięcie, dzieląc to przekonanie z bardzo dużą częścią Rosjan. Nie twierdzę, że ze wszystkimi, ale na pewno z przeważającą większością, u której to przekonanie utrwala skupienie całej ideologii państwowej Rosji u progu XXI wieku na święcie 9 maja, czyli na święcie zwycięstwa Rosji nad złem – bo właściwie w taki sposób można to interpretować.
W tej wizji nie jest to tylko zwycięstwo nad faszyzmem, jak obecnie reinterpretuje się wynik II wojny światowej; to już nie jest sukces Związku Sowieckiego, w którym nie ma już miejsca na ukraińskich sierżantów czy uzbeckich podoficerów, gdyż uważa się, że to sami Rosjanie wygrali tę wielką wojnę. W oficjalnej narracji nie istnieje, rzecz jasna, pakt Ribbentrop-Mołotow, a jedynie wielkie zwycięstwo Rosji nad złem. To zwycięstwo, do którego doprowadził Stalin, znajduje się w samym centrum kultu współczesnej Rosji, utrwalanego w tysiącach filmów, programów i w kurikulum szkolnym, gdzie Stalin jako symbol owej potęgi jest dobrze pamiętany. To właśnie tutaj powraca ta idea, o której wspominałem wcześniej: idea Lenina, idea Danilewskiego oraz idea wyzwolenia krajów niezachodnich spod opresji amerykańskiego imperializmu.
Wraca ona w tym drugim wymiarze Moskwy jako wiecznego imperium. Ma ono zastąpić imperium zła. Z kolei tym imperium zła (którym w wiekach XV i XVI była sąsiednia Rzeczpospolita i łaciński papież) jest teraz dla Rosji przede wszystkim Ameryka i Stany Zjednoczone. A zatem hasło nie brzmi już: „proletariusze wszystkich krajów, łączcie się wokół Moskwy”, ale: „wszyscy na świecie, którzy nienawidzą Ameryki, łączcie się”. Odbiorcami tego przekazu są przede wszystkim kręgi lewicowe, choć nie tylko, gdyż bywają to także środowiska alt-prawicowe, penetrowane przez Aleksandra Dugina z ramienia GRU już na początku lat osiemdziesiątych.
Jest to osobna historia, z pewnością warta szerszego rozwinięcia, dotycząca kontaktów ze skrajną, zwłaszcza neopogańską prawicą w Europie Zachodniej, organizowanych z ramienia KGB i GRU przez młodego wówczas Aleksandra Dugina. Chciałbym jednak powrócić przede wszystkim do kwestii rezonowania idei Moskwy jako Trzeciego Rzymu w nowej formie, szczególnie w stosunku do krajów, które dzisiaj określamy mianem Globalnego Południa.
Rosja jawi się tu jako puklerz tych krajów, które chcą przeciwstawić się dominacji amerykańskiej. Formułę ostatecznie przyjętą przez tę ideologię stanowi dzisiaj praktycznie BRICS, a więc to porozumienie, w którym Chiny i Rosja – z rosnącą de facto, a w każdym razie niesłabnącą rolą tej drugiej – występują właśnie jako militarna awangarda bloku antyamerykańskiego i antyzachodniego, mającego przezwyciężyć dominację Zachodu, dokładnie tak, jak marzył o tym Danilewski i jak marzył wcześniej o tym Filoteusz. To są idee, które docierają nie tylko do prawicy, ale mają również bardzo silny wpływ na kręgi lewicowe na świecie, wielbiące z tego punktu widzenia Rosję – w tym także Rosję Putina – jako ostatnią nadzieję w walce z amerykańskim dyktatem i światową dominacją Stanów.
Istnieje jednak również idea Ruskiego Miru, która została, jak już powiedziałem, po raz pierwszy odnowiona w końcu lat dziewięćdziesiątych. Putin poszukiwał wówczas nowej formuły dla tej idei i w 2005 roku odwiedził niedawno odkryte starożytne miasto Arkaim na południowym Uralu, położone prawie na granicy z Kazachstanem, gdzie, jak się okazało, odnaleziono najstarszą osadę ludów indoeuropejskich sprzed czterech tysięcy lat.
Wspomniane miasto powstało na planie swastyki i jest traktowane nie tylko przez ideologów, ale także przez uczonych jako prawdopodobna kolebka ludów indoeuropejskich, a więc centrum uniwersalnej – czy w każdym razie uniwersalnej dla dużej części zachodniej Eurazji – ekspansji językowo-kulturowej. Putin, przebywając w maju 2005 roku w Arkaim, zastanawia się nad koncepcją uniwersalizującą miejsce Rosji, zgodnie z którą to właśnie my jesteśmy centrum wszystkich ludów indoeuropejskich, co otwiera Rosję między innymi na Iran. Stanowi to istotne uzupełnienie idei eurazjanistycznej, która odżyła już wcześniej, jeszcze zanim Putin doszedł do władzy w latach dziewięćdziesiątych, i która dominuje wśród osób poszukujących nowej idei dla Rosji.
Putin kończy jednak wtedy swój okres flirtu z Zachodem, tym samym zaczynając etap dalszej pseudo-liberalizacji. W 2007 roku następuje wyraźny przełom. Został on zaznaczony z jednej strony przemówieniem na konferencji bezpieczeństwa w Monachium, gdzie Putin deklaruje nową zimną wojnę przeciwko Zachodowi, a z drugiej strony ogłoszeniem roku 2007 Rokiem Języka Rosyjskiego oraz powołaniem Fundacji Ruski Mir. Fundacja ta ma zajmować się kontaktami i organizacją współpracy ze wszystkimi rozproszonymi grupami Rosjan za granicą – zarówno na terenie byłego Związku Sowieckiego, jak i w Europie Wschodniej czy na całym świecie – a także skupianiem wszystkich tych, których pociąga rosyjska kultura.
Oczywiście atrakcyjność kultury rosyjskiej od wieku XIX staje się uniwersalnym orężem muzyki, literatury, teatru oraz filmu i to właśnie na tej podstawie kulturowo-językowej Putin chce budować najprostszy wymiar swoich wpływów; wymiar całkowicie zrozumiały, skoro istnieją przecież takie instytucje jak Instytut Goethego czy nasz Instytut Mickiewicza, mające promować kulturę danego narodu i na tym fundamencie budować miękką siłę wpływów politycznych na zewnątrz. Tak rozumiana Fundacja Ruskiego Miru szybko jednak zmienia swój charakter, ponieważ kiedy w 2009 roku swoją interpretację dodaje do niej wspomniany już przeze mnie patriarcha Cyryl, zaczyna on mówić już wyraźnie o potrzebie zjednoczenia politycznego.
Najpierw postuluje on zjednoczenie wszystkich Słowian wschodnich, a więc uznanie, że Ukraina i Białoruś to po prostu część Rosji, ale zakłada także poszerzenie znaczenia Ruskiego Miru na „pokój rosyjski”, ponieważ słowo mir oznacza w języku rosyjskim nie tylko świat, ale również pokój. Tak jak Pax Romana był uniwersalnym pokojem zapewnianym przez Imperium Rzymskie, tak Pax Rossica – Mir Ruski – ma oznaczać nowy układ sił w świecie, w którym Rosja będzie gwarantem tego nowego, sprawiedliwego porządku. To włączenie pojęcia sprawiedliwości oraz poszukiwanie chrześcijańskiej interpretacji misji imperialnej Rosji, a także chrześcijańskiej interpretacji działań samego Putina, kulminuje ostatecznie w deklaracji nazywanej „nakazem” – czyli instrukcją, jak można to rosyjskie słowo interpretować – wydanym przez patriarchę Cyryla na XXV Zjeździe Wszechświatowego Rosyjskiego Soboru Ludowego.
Tak właśnie nazywa się ta szczególna instytucja, istniejąca od lat dziewięćdziesiątych, kiedy to patriarcha Cyryl, zresztą w obecności prezydenta Putina, w listopadzie 2023 roku ogłosił, że Rosja to „katechon”. Słowo to, dodajmy, wielokrotnie powraca w ostatnich latach właśnie w nawiązaniu do roli Putina. Rolę katechona przypisują mu ideologowie rosyjscy, albo przez zwiedzeni przez tychże ideologów wyznawcy, pochodzący, jak bym to określił, z części radykalnie prawicowych kół na Zachodzie. W tej deklaracji, w tym nakazie z listopada 2023 roku, Rosja jawi się jako zbiorowy katechon, czyli ten, który powstrzymuje niesprawiedliwość na świecie oraz nadejście systemu totalnej niesprawiedliwości.
Oczywiście w tym ujęciu Rosja oznacza Putina. Tak to w skrócie można ująć. Pojęcie katechona, odwołujące się rzecz jasna do starcia z nadchodzącym światem Antychrysta, nadaje więc funkcji Rosji misję zbawczą w stosunku do całego świata. I w tym sensie Ruski Mir staje się ideą nie tyle ograniczoną wyłącznie do świata słowiańskiego, wschodniosłowiańskiego, do dawnego obozu socjalistycznego czy tylko do granic dawnego Związku Sowieckiego, lecz staje się wizją imperium globalnego – imperium, które ma przywrócić porządek na całym świecie.
To jest właśnie ta wizja, którą przedstawia patriarcha Cyryl i do której nawiązuje, mrugając okiem, sam Władimir Putin; o świecie jego duszy bardzo trudno się wprawdzie wypowiadać, ale znane są jego nagrane wypowiedzi, w których niezwykle cynicznie odnosi się do idei chrześcijańskich – tak bym to ujął najdelikatniej. Przypomnijmy choćby moment, gdy przy włączonym mikrofonie podczas spotkania z premierem Izraela gratulował ówczesnemu prezydentowi tego kraju zgwałcenia kilkunastu kobiet, czy sytuacje, w których posługując się językiem leningradzkich „żulików” – a z tego świata przecież się wywodził – powtarza, że będzie „topił w kiblu” każdego przeciwnika Rosji. Są to tylko przykłady z tego świata duszy Władimira Putina, które należy brać pod uwagę, nie przekreślając oczywiście dążenia do nawrócenia w duszy tego człowieka – daj Boże, żeby tak się stało – jednak używanie postaci Putina jako Katechona, jako kogoś, kto uratuje ludzkość przed Antychrystem, wydaje mi się niezwykle ryzykowne z punktu widzenia odbiorców tej idei, a całkowicie cyniczne z punktu widzenia jej nadawców, w tym właśnie etatowego współpracownika KGB, jakim jest patriarcha Cyryl.
W swoim wystąpieniu chciałem, w galopie przez historię, przedstawić swoistą dialektykę idei Ruskiego Miru i Moskwy jako Trzeciego Rzymu. Są to idee, które z jednej strony przedstawiają Rosję jako imperium partykularne o ograniczonych interesach, skupione na świecie słowiańskim czy wschodniosłowiańskim, sugerując, że dąży ona jedynie do odzyskania terytoriów w granicach dawnego Związku Sowieckiego – co oznaczałoby, że nie dotyczy to na przykład Polski, ewentualnie z ewentualną korektą polegającą na przesunięciu tych rubieży nieco dalej, aby odzyskać granice wytyczone niegdyś przez Stalina. W tej wizji zagrożenie nie dotyczy również Niemiec, gdyż Rosja mogłaby porozumieć się z nimi oraz z innymi krajami zachodnimi, które zgodziłyby się na taki nowy podział stref wpływów.
Jest to interpretacja, do której Putin wraca niezwykle często, jednak równolegle Rosja stale podkreśla swoją uniwersalną misję duchową, niemal religijną, zawartą właśnie w idei Moskwy jako Trzeciego Rzymu oraz Ruskiego Miru. Wskazuje to na cywilizacyjne posłannictwo ratowania sprawiedliwości na tym świecie poprzez siłę rosyjskiego oręża i ducha. Jako ostatni znak, swoisty kontrapunkt i zarazem zwieńczenie mojego wywodu, pozwolę sobie przedstawić refleksję z książki, którą odkryłem całkiem niedawno. Została zaś wydana w 2025 roku w Teheranie.
Dzieło to przedstawia koncepcje Putina z punktu widzenia Iranu, a konkretnie – z perspektywy oficjalnego świata ajatollahów z Islamskiej Republiki Iranu, gdzie obserwuje się niezwykle bliskie związki polityczne Rosji z Teheranem i poszukuje się dla nich wspólnoty ideowej. Autor książki, jako cztery filary tej wspólnoty, wymienia po pierwsze wspólne pochodzenie z owego Arkaimu, uznawanego za kolebkę ludów indoeuropejskich, a następnie wpływy Chazarów i Mongołów, które mają trwale łączyć dziedzictwo ruskie z dziedzictwem irańskim.
Kolejnym tego elementem są oddziałujące na oba te kraje, już w świecie nowożytnym, wpływy filozofii niemieckiej. Hegel okazuje się tutaj, niestety, równie ważny, a jednocześnie równie szkodliwy dla Rosji, co dla Iranu. Wreszcie dochodzimy do tego, co najważniejsze. Do wspólnego misjonizmu, a nawet mesjanizmu, który ma charakteryzować zarówno szyicką, jak i rosyjską ideę imperialną. To połączenie mesjanizmu z imperializmem, uwypuklone jako istota rosyjskiej ideologii, zostało z perspektywy Teheranu uchwycone niezwykle celnie. Przynajmniej moim zdaniem.
Bardzo Państwu dziękuję za uwagę.

