4 lisDebata: Wojna płci czy wojna z płcią?

„Społeczeństwo bez tradycji jest na drodze do zatracenia”. W Krakowie odbył się XXIII Kongres Konserwatywny

W czym tkwi istota konserwatyzmu? Czy jest to sentyment do form czy też przekonanie o tym, że istnieją zasady, które nie podlegają demokratycznemu głosowaniu? – o tym opowiadał prof. Jacek Bartyzel na początku XXIII Kongresu Konserwatywnego.

Tegoroczny Kongres Konserwatywny otworzył prowadzący, redaktor Łukasz Karpiel. Przypomniał, że Kongres zebrał się w dniu rocznicy trzeciego rozbioru Polski, a także rocznicy traktatu wersalskiego, przede wszystkim zaś w wigilię święta Chrystusa Króla. Anegdotyczną datą jest też przeddzień zmiany czasu, w czym ujawnia się fanaberia rządzących do panowania nad czasem – symboliczna pokusa bycia demiurgiem, podczas gdy do Pana należą czas i wieczność.

Modlitwę na rozpoczęcie poprowadził ks. Orfeusz Malesa. Uczestnicy pomodlili się w intencji wiecznego spoczynku zmarłego niedawno ks. Stanisława Małkowskiego.

Uczestników Kongresu powitał Sławomir Olejniczak prezes Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi (SKCh), który podkreślił, że podczas gdy dla niektórych konserwatyzm dotyczy jedynie sentymentu dla form, a partie polityczne określające się jako konserwatywne, tak naprawdę konserwują nieraz osiągnięcia lewicy, Stowarzyszenie zawsze odwoływało się do fundamentalnych zasad, jakimi są prawo naturalne, Dekalog i nauczanie Kościoła.

– My jako naród chrześcijański od naszego chrztu, kiedy powstało państwo polskie, wzrastaliśmy w wierze i wszelkie kryzysy są jednocześnie odchodzeniem od tego fundamentu – mówił. – Jako konserwatyści nie powinniśmy patrzyć z perspektywy krótkotrwałej, ale w pewnym sensie wszyscy jesteśmy monarchistami, bo wszyscy służymy tej, która jest Królową Polski i wszyscy staniemy do raportu – zaznaczył.

Wykład prof. Jacka Bartyzela

Prof. Bartyzel wygłosił pierwszy wykład, zatytułowany Nieprzemijające zasady konserwatywnej filozofii politycznej. Przywołał pokrótce historię i najważniejsze założenia konserwatyzmu oraz istotne różnice pomiędzy konserwatyzmem, tradycjonalizmem i nurtami porewolucyjnymi.

Jako źródła konserwatywnej filozofii politycznej uczony wskazał Państwo Platona, koncepcję Arystotelesa przedstawiającą człowieka jako zoon politikon (istotę polityczną), koncepcję prawa naturalnego Cycerona, monarchizm Dantego i celową koncepcję polityki św. Tomasza z Akwinu. Wszystkie te koncepcje opierały się na recepcji traktowanej obiektywnie rzeczywistości, podczas gdy „ideologie nowożytne interpretowane są jako zsekularyzowane odmiany manichejskiej gnozy, a więc fałszywej wiedzy”. – W przeciwieństwie do nich konserwatyzm jest kontemplowaniem rzeczywistości – zauważył.

Powołując się na koncept „konserwatywnego dekalogu” Russela Kirka, profesor wskazał między innymi następujące zasady leżące u podstaw konserwatywnego światopoglądu: przekonanie o istnieniu ustalonego porządku moralnego i o ciągłości oraz stałości występujących w życiu społecznym, kierowanie się zasadami roztropności i powściągliwości ze względu na świadomość niedoskonałości natury ludzkiej, uznawanie wzajemnego stosunku wolności i własności, stawianie na dobrowolnie tworzone wspólnoty naturalne i na odpowiedzialność za dobro wspólne w kontrze do indywidualizmu i kolektywizmu, uznanie, że zarówno polityka, jak ludzkie skłonności potrzebują pewnych rozsądnych ograniczeń.

Z kolei w nurcie tradycjonalistycznym kładzie się nacisk przede wszystkim na ponadczasowe zasady, a w mniejszym stopniu na empirię polityczno-społeczną. – Ład tradycji przedrewolucyjnej był nie dlatego godny zachowania, że był dawny, lecz z tego powodu, że stanowi do pewnego przynajmniej stopnia odwzorowanie katolickiego ordo, którego strażnikiem i gwarantem był katolicki monarcha – wyjaśnił, dodając, że porządek ten jest „ustanowionym wolą Boskiej Opatrzności porządkiem transcendentnym, dla którego niedoskonałym odbiciem są ludzkie instytucje”.

– Społeczeństwo, które odeszło od tradycji, straciło kontakt z prawdziwą rzeczywistością – stoi więc przed perspektywą całkowitego zatracenia albo przywrócenia tradycji jako Boskiego archetypu wcielonego w ludzkie instytucje – przekonywał prof. Jacek Bartyzel.

Chociaż powinna istnieć w państwie i w społeczeństwie religijna sankcja porządku moralnego, to jednak Bóg – jak zauważył prelegent – nie dał nam konkretnego wzorca porządku politycznego, dlatego jest on odczytywany z natury.

To wiąże się z ponadczasowym charakterem tradycji w omawianym ujęciu. – Nie może być tradycją to, co i w przeszłości sprzeciwiało się zasadom wywiedzionym z natury człowieka – zwrócił uwagę. – Przeszłość nie jest w tradycji, ponieważ prawda nigdy nie jest przeszłością – dodał, tłumacząc, że tradycja to to, co jest zawsze, to, w czym manifestuje się wola Stwórcy. Dlatego konserwatyzm broni religii, tradycji, rodziny i prawdziwej wolności, konkretnej, związanej z przywilejami i obowiązkami stanowymi.

W takiej koncepcji następuje „selekcja moralna” poprzez „podległość tego, co ma być przekazywane ładowi etycznemu”.

Konserwatyzm jest też definiowany negatywnie jako sprzeciw wobec rewolucji i koncepcji z rodowodem oświeceniowym – umowy społecznej, suwerenności ludu, ateizmu i laicyzmu. Inaczej niż Rousseau z jego koncepcją dzikusa żyjącego w „stanie natury” konserwatyzm „uznaje kulturę za naturę człowieka”.

Prof. Bartyzel zwrócił uwagę na istotną zależność. Gdy w czasach Christianitas życie publiczne przepojone było duchem chrześcijańskim nie było pojęcia „suwerenności”, ale stany rządziły się własnym statutem, posiadając szerokie pole autonomii i w mniejszym stopniu podlegając autorytetowi represyjnej sankcji politycznej. Jego zdaniem występuje wręcz zależność – im większa pobożność, tym mniejszy wpływ władzy cywilnej – im bardziej słabnie religijność, tym bardziej musi rosnąć represyjność siły politycznej.

Jednocześnie w światowych ideologiach występuje naiwna i złudna wiara w zlikwidowanie zła i cierpienia, podczas gdy konserwatysta jest przekonany o istnieniu zła moralnego i metafizycznego.

Istotnym punktem dotyczącym ustroju państwowego jest uznawanie definicji prawa naturalnego zaczerpniętej z koncepcji klasycznych. Z tego powodu konserwatyści zwalczają „liberalną manię konstytucjonalizmu” – Nawet jeżeli godzą się na podpisanie ustawy zasadniczej, zawsze konstytucję wieczystą i naturalną stawiać będą ponad świstkiem papieru – jak podkreślał De Maistre – mówił Bartyzel. – Autorem prawdziwej konstytucji dla społeczeństwa jest Bóg, toteż zadaniem człowieka jest jedynie rozpoznać i odtworzyć ten Boski wzorzec – dodał.

Społeczeństwo nie może istnieć bez władzy, która jest zasadą panowania, a nie podmiotem panującym – w czym fundamentalnie konserwatyści różnią się od liberałów, dla których władza jest celem samym w sobie

W porządku społecznym z kolei, kiedy zniknęła klasa wyższa, zniknął też lud i nastąpiło „zburżuazyjnienie” – zasady trzeciego stanu ogarnęły wszystkich i do nich wszyscy aspirują – jak uważa Jacek Bartyzel.

– Nie bez przyczyny twarzą naszego rodzimego konserwatyzmu stała się postać mędrca w błazeńskim stroju, Stańczyka – co oznacza wzięcie brzemienia być arystokratą ducha, stronnikiem wiecznych, nieprzemijających zasad, w postmodernistycznym świecie, który z zasady jest niepoważny i wszystkie zasady traktuje niepoważnie.

Debata z udziałem marszałka Krzysztofa Bosaka i prof. Mieczysława Ryby

Wiceprezes Stowarzyszenia im. Księdza Piotra Skargi poprowadził następnie debatę z udziałem wicemarszałka Sejmu RP Krzysztofa Bosaka i prof. Mieczysława Ryby z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Na początku debaty obaj uczestnicy zostali poproszeni o określenie swojego stanowiska, czy utożsamiają się z konserwatyzmem i jak to rozumieją.

Krzysztof Bosak zaznaczył, że jako polityk będzie wypowiadał się w odniesieniu do świata praktyki, by narysować różnicę pomiędzy politykiem konserwatywnym i prawicowym (w tym chadeckim), czy też przedstawicielem prawicy narodowo-populistycznej oraz zaznaczyć, czym wyróżnia się prawdziwy konserwatyzm.

– Polityka konserwatywnego musi wyróżniać nie tylko świadomość świata idei i dziedzictwa, ale też duma i wola przekazywania dalej – powiedział, zaznaczając, że na wyborcach spoczywa powinność domagania się od takiego polityka, aby poważnie traktował dziedzictwo kulturalne, moralne i intelektualne, co jest dziś o tyle trudniejsze, że cały dorobek pisany odchodzi do lamusa wśród młodych, więc grozi nam droga „ultraszybkiej barbaryzacji społeczeństwa”.

Jednocześnie, jak podkreślił Bosak, „nie powinniśmy dać się zaszufladkować jako antykwaryści” – konserwatysta nie może być zapatrzony w przeszłość, w historię – i tu znów powstaje pytanie, jak być politykiem na czasie, gdy większość społeczeństwa nie ma pojęcia o ideach konserwatywnych.

– Kto ma to robić? – zapytał polityk Konfederacji i Ruchu Narodowego. – To wymaga jedności życia. Jeżeli ktoś jest hipokrytą i co innego głosi, a co innego robi, to nie można uznać go za polityka konserwatywnego. Surowa opinia publiczna powinna patrzeć politykom aspirującym do miana konserwatystów patrzyć na ręce, obserwować ich życie – przekonywał, wskazując, że w przeciwnym wypadku mamy do czynienia z kompromitacją idei konserwatywnych. Zaapelował, żebyśmy nie bali się wykluczania polityków, którzy niegodnie reprezentują te idee.

Następnie wicemarszałek wskazał na niezwykle potrzebny „prymat słuszności nad taktyką” – inaczej niż przyjmuje się dziś w polityce – „prymat gry nad wartościami i poświęcanie wartości na rzecz gry”. Przykładem takiej postawy powinna być jego zdaniem kwestia ochrony życia nienarodzonego, co do której politycy prawicowi słyszą głosy, że trzeba być „roztropny” i nie można „zamykać się w niszy”.

– Strategia musi być budowana w odniesieniu do wartości, a nie tylko instrumentarium władzy. Jeżeli wartości poświęci się w imię skuteczności politycznej, to w ostatecznym rozrachunku wszystko się przegra – mówił.

Zapytał następnie: Jak to robić? – Pomimo ogromnej dominacji emocji w polityce, polityk konserwatywny nie powinien rezygnować z apelowania do rozumu – odpowiedział. Jak zauważył, „styl komunikuje wartości”, zaśkonserwatywny polityk „nie ulega pokusie zysku politycznego opartego na chaosie, agresji, manipulacjach”, lecz dobro, prawda, piękno, miłość, harmonia, to są transcendentalia i cnoty, na których powinien się opierać.

Prof. Mieczysław Ryba dodał, że mamy dziś do czynienia z tym, że „nawet w komentariacie konserwatywno-prawicowym” pojawia się przekonanie, iż „polityka nie jest dziedziną moralności”. Nawet znani publicyści kojarzeni z prawicą utwierdzają przekonanie, że polityka jest stosunkiem sił, a nie przedłużeniem etyki – zaczyna chodzić o to, żeby być skutecznym, a nie żebym zrobić coś faktycznie dobrego i być zgodnym ze swoim sumieniem. Po naszej stronie – podkreślił profesor – jest odpowiedzialność za stwarzanie presji, nawet jak jesteśmy „tylko i aż” wyborcami.

Jako istotny element konserwatywnej polityki prof. Ryba wymienił „uznanie Boga jako Stwórcy świata”. – Prawo ma tylko wtedy sens nie wtedy, gdy jest narzucone przez wolę władcy bądź demokratycznej większości, lecz kiedy jest odczytaną z natury zasadą moralną i w tym sensie odniesienie do Boga jest nieodzowne – zwrócił uwagę, twierdząc, że stała i niezmienna natura ludzka jest podstawą trwałości systemu prawnego.

Sławomir Skiba przywołał pogląd, że pojęcie „dziennikarza katolickiego” jest swoistym oksymoronem, ponieważ zawód dziennikarza został sprowadzony do przekazywanie narzuconych „narracji”, a odszedł od katolickiego poszukiwania prawdy. Jak w związku z tym ma wyglądać rozliczanie polityków z realizacji katolickich zasad – zapytał.

Jak odpowiedział Krzysztof Bosak, „nie można usprawiedliwiać posłów”, którzy nie mają czasu na namysł, gdyż na tym stanowisku nie ma aż tyle obciążenia – stwierdził wręcz, że w całym Sejmie jest kilkudziesięciu posłów, którzy… pracują. Ocenił, że jest kilkunastu posłów, którzy faktycznie działają na rzecz konserwatywnych zasad – jest natomiast „oblężenie osób”, które przychodzą i chcą coś robić, ale odbijają się od polityków – dlatego ci drudzy tym bardziej nie mają prawa usprawiedliwiać się, że nie ma z kim działać.

Odniósł się przy tym do rządów PiS. – Kiedy rządziła tzw. prawica i nie był to przypadek, tylko świadomie prowadzona polityka – droga do realizacji projektów konserwatywnych była zamknięta – powiedział, dodając, że konserwatyści „czuli się jak odcinana od wpływów mniejszość”.

Z kolei prof. Ryba zadał pytanie, czy istnieje w ogóle w polskiej polityce namysł strategiczny? Spojrzenie w perspektywie dłuższej niż jedna kadencja, a tak naprawdę dłuższej niż własne życie. Takie podejście powinien reprezentować polityk, który nie jest tylko w makiawelistycznej grze, ale ma świadomość, że stanie przed sądem Bożym i poniesie ogromną odpowiedzialność.

Na tle europejskim profesor jest mniej pesymistyczny niż marszałek Bosak. Jego zdaniem głosowania nad aborcją pokazują, że w Polsce są jeszcze pozostałości zachowań zgodnych z sumieniem. Zaapelował, żeby docenić, że żyjemy w społeczeństwie, gdzie obowiązują jeszcze zachowania zupełnie nieobecne na Zachodzie – choćby partia Marine Le Pen, która głosuje niejednokrotnie za rozwiązaniami całkowicie sprzecznymi z konserwatywnym porządkiem moralnym i obyczajowym

Krzysztof Bosak nie zgodził się i wyznał, iż jest przeciwnikiem pocieszania się i traktowania jako punktu odniesienia zdegenerowanych moralnie państw zachodnich. Odnosząc się do głosowań nad projektami aborcyjnymi, wyraził przekonanie, że można było wygrać, gdyby posłowie deklarujący się jako prawicowi, w tym „dwaj partyjni liderzy”, raczyli… stawić się na głosowaniu. – Każdy z nich powinien być szczegółowo przepytany i rozliczony z takiej nieobecności – zauważył.

Obecnie rząd Tuska próbuje wrócić do stanu prawnego sprzed wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który określił, że życie każdego Polaka jest pod ochroną prawną. Zachęcił do apelowania do prezydenta i do manifestacji, żeby zawetował proponowane obecnie rozwiązania.

Jak wskazał, obecnie popełniana jest aborcja nie na bazie prawa, tylko na bazie interpretacji oraz na bazie przesłanki o zdrowiu psychicznym (umożliwiającą zamordowanie nawet 9-miesięcznego dziecka) – która została wprowadzona przez ministra zdrowia rządu PiS, o czym „tzw. prawica” nie chce, żebyśmy pamiętali. Jest to zdaniem wicemarszałka „dramatyczna zdrada ideowa, której nie uświadamiamy sobie z całą ostrością” – większość posłów nie jest gotowa w ogóle o tym rozmawiać, ponieważ całkowicie podważa to jego dobre samopoczucie.

Ponadto w odniesieniu do optymizmu co do Polaków stwierdził: Nasze społeczeństwo bardzo dynamicznie się zmienia. Zostali masowo wpuszczeni imigranci, zaczynają się dyskusje o prawie do głosowania. Problem konserwatystów w jego mniemaniu polega na tym, że „nie rejestrują tych zmian” – jeżeli „pokolenia starsze będą w letargu”, mając przekonanie, że wciąż żyjemy w konserwatywnym społeczeństwie, to nawet się nie spostrzeżemy, jak resztki tego ładu upadną na naszych oczach.

Prof. Ryba uzupełnił, że kryzys społeczny i polityczny jest związany z kryzysem Kościoła, a w Polsce – z milczeniem episkopatu w sprawach publicznych, z brakiem odwagi krytykowania – bez tego trudno coś zbudować, gdyż Kościół jest instytucją fundamentalną dla utrzymania dobrej moralnej kondycji społeczeństwa.

Sławomir Skiba przywołał następnie zjawisko zakorzenienia się „dobroludzizmu” w Kościele, przez co katoliccy politycy mogą mieć problem ze współpracą z Kościołem. – Zamiast wsparcia można dostać nóż w plecy – powiedział.

Odrębne zdanie wyraził Krzysztof Bosak, który stwierdził, że aspekt „wadliwego nauczania” biskupów nie jest okolicznością, bo mało kto się tym przejmuje – polscy katolicy mają jego zdaniem więcej zdrowego rozsądku, nie mają np. moralnych wątpliwości czy wojsko powinno chronić granicy pomimo proimigranckich głosów wśród hierarchii Kościoła. Społeczne wyczucie moralności, jak podkreślił, kształtowało się w nas przez tysiąc lat i opinie liberalnych biskupów nie mają na nie bezpośredniego przełożenia.

– Pewne rzeczy należy nazywać po imieniu – zaznaczył Bosak. Przypomniał, że dobroludzizm jest określeniem kolokwialnym, internetowym, natomiast jeszcze niedawno był nazywany „masońskim humanitaryzmem” – i trzeba mu przeciwstawić zdrowy humanizm katolicki oparty na Dekalogu.

W tej kwestii z kolei prof. Ryba okazał się mniejszym optymistą, powołując się na „gigantyczny wpływ instytucjonalny”, jaki liberalni hierarchowie mają na księży i proboszczów, a co za tym idzie – na społeczności lokalne. Ten wpływ dużo bardziej niż niezgodny z nauczaniem Kościoła list episkopatu odczytany raz na jakiś czas z ambony ogranicza pełnienie przez parafię jej właściwej funkcji normowania poglądów zgodnie ze zdrowymi koncepcjami etycznymi.

– Chrystianizuje się nie tylko człowieka, ale całą jego kulturę – powiedział profesor. Aby nasze obyczaje i relacje realizowały zasady Dekalogu, potrzeba pokoleń. Mamy za sobą wieki chrystianizacji wszystkich naszych zachowań i instytucji i w tych kwestiach biskupi milczą, zamiast stawać do walki – podkreślił.

Następnie Sławomir Skiba zasugerował, że kultura polityczna podlega ogromnej barbaryzacji, również w dziedzinie języka, z czym nie całkiem zgodził się Krzysztof Bosak. – Uważam, że narzekanie na upadek kultury w polskiej polityce jest nieco przesadny – powiedział, tu akurat porównując nas z Zachodem, gdzie obserwujemy przedstawicieli lewicy biorących udział w zadymach, pobiciach czy nawet działaniach terrorystycznych.

– Moim zdaniem jest duża teatralizacja tych sporów i społeczeństwo bierze to bardziej na serio niż sami politycy – mówił, twierdząc, że często jest w tym więcej gry niż faktycznej nienawiści, szczególnie wśród szeregowych posłów, którzy kłócą się w telewizji, a poza kamerami normalnie ze sobą obcują, co on sam widzi na co dzień w swojej praktyce politycznej.

Jego zdaniem mamy do czynienia jeszcze nie tyle z barbaryzacją, co demokratyzacją – parlament stał się podobny do społeczeństwa, politycy szukają tego dostosowania, starają się zachowywać, mówić, kłócić tak, żeby zyskać poklask społeczeństwa. Ale jednocześnie politycy konserwatywni nie powinni skupiać się na krytykowaniu upadku narodu, bo stracą zdolność do komunikowania się z wyborcami.

Prof. Ryba uznał, że owa gra ma jednak znaczenie, jako przykład podając moment, gdy Donald Tusk zaczął opierać swoją politykę o „metodyczne budowanie nienawiści”, co przenosi się coraz niżej w strukturze społecznej.

– Rzecz, która mnie najbardziej razi, to głupota – powiedział uczony, argumentując, że w polityce mamy do czynienia już nie tylko z nieuznawaniem prawdy, ale nawet z brakiem logiki. Niski poziom debaty jego zdaniem też demoralizuje – nic nie można się dowiedzieć, ani nawet wysłuchać logicznego wywodu. – To nie jest już sytuacja prawda/fałsz, to jest bełkot – skwitował

Dla marszałka Bosaka jest to „rodzaj nie tyle schamienia, co zdziecinnienia”. Osoby, które wchodzą w politykę z zawodem, tytułem naukowym, a po dwóch kadencjach mają trwale nadszarpnięte nerwy i są „emocjonalnie rozedrgani”, przejawiając „daleko idące ograniczenia poznawcze”. Zaczynają funkcjonować w schemacie „bo wy jesteście gorsi”, co zastępuje konkretne propozycje legislacyjne. Również w prawicowej publicystyce przyjęło się określenie „druga strona”, co utwierdza przekonanie o dwubiegunowości polskiego społeczeństwa i prowadzi do „sączenia jadu”, „toksycznego przekazu” i „celebrowania poczucia wyższości wobec tzw. drugiej strony”.

Prowadzący debatę zapytał, jak pozyskać nowe pokolenie. Również w tej kwestii uczestnicy mieli odrębne podejścia. Prof. Ryba zasugerował, że należy zniechęcać młodych ludzi do szybkiego angażowania się w życie partyjne. – Młodzieżówki partyjne są bardzo niebezpieczne moim zdaniem – ocenił. Żeby się do tego przygotować, trzeba jego zdaniem wykształcenia, formacji moralnej, religijnej, doświadczenia życiowego – przygotowania się, żeby wytrzymać presję. – Jeśli chcemy młodych wciągać do służby publicznej, to na każdym poziomie aktywności społecznej, od harcerstwa począwszy – mówił.

Z kolei Bosak na wstępie stwierdził, że pytanie o to, jaką „opowieść” mamy zaserwować młodzieży „ma posmak postmodernistyczny”. W jego przekonaniu młodych trzeba „po prostu poważnie traktować”. – To, co jest najatrakcyjniejsze, to poświęcenie czasu, uwagi, mówienie prawdy, realne zaangażowanie, nie tylko serwowanie opowieści, ale przede wszystkim słuchanie – powiedział. Politycy mają też nie tylko słuchać i rozmawiać, ale pracować z tymi, którzy są chętni – to wymaga szerokiej kadry, czasu i energii.

W kwestii zaangażowania politycznego Bosak również nie jest zwolennikiem młodzieżówek, natomiast uważa, że już w wieku 18 lat młodzi powinni zapisywać się do partii, żeby ponosić realne konsekwencje swoich działań, a nie bawić się w politykę.

Ostatnie pytanie dotyczyło aspektów, na które kładzie nacisk katolicka nauka społeczna: pomocniczości państwa i własności prywatnej, krytyki centralistycznego etatyzmu i transferów socjalnych uzależniające obywatela od państwa.

Zniuansowanej odpowiedzi udzielił Krzysztof Bosak, twierdząc, że po pierwsze nie mamy dziś silnych instytucji pośrednich, takich jak w średniowieczu. Jest ich bardzo mało (choćby w kwestii dobroczynności) i nie są w stanie odpowiedzieć na skalę społecznego zapotrzebowania. Nadmierne rozwinięcie transferów socjalnych, które co do zasady jest złe, dziś występuje w sytuacji nadzwyczajnej, ponieważ kontrola państwa nad kosztami życia stała się zupełnie nieefektywna. Dlatego musimy być ostrożni z bieżącymi cięciami, ponieważ sytuacja zaszła tak daleko, że duża grupa społeczeństwa utraciłaby całkowicie płynność finansową, gdyby nastąpiły takie nagłe cięcia bez całościowego uzdrowienia sytuacji. Problem w tym, że dziś tej refleksji nie ma, jest za to utopijne kreowanie polityki. Zdaniem Bosaka rozdawnictwo łagodzi koszty, które zostały przez władzę wygenerowane, ale nie ma żadnej propozycji zmian systemowych.

Prof. Ryba wskazał przy tym, że nawet w starożytnym życie transfery socjalne były obecne, ale demoralizujące jest marnotrawstwo środków publicznych (jak choćby wydawanie środków z KPO), a jeszcze bardziej demoralizująca jest sytuacja, w której głowa rodziny płaci podatki na inicjatywy, których celem jest niszczenie instytucji rodziny.

Wykład Piotra Doerre

Kolejny wykład – zatytułowany „Nowoczesny konserwatyzm” czy katolicka kontrrewolucja? – wygłosił Piotr Doerre, publicysta i członek zarządu SKCh.

Na wstępie zadał pytanie: Czy konserwatyzm wymaga dziś odwagi, skoro staje się coraz bardziej popularny, a wkrótce może wręcz stać się modny?

W XIX wieku – jak przypomniał Doerre – piętnowano konserwatyzm. Bolesław Prus pisał o konserwatyzmie lubelskim, że należy do „rzeczy niepięknych”. Mówiono o „przeżytkowym konserwatyzmie” (Aleksander Świętochowski). Dołożyli się do tego socjaliści, którzy przedstawiali konserwatyzm jako rzekomą przeszkodę do drodze do postępu. Podobnie zresztą sytuacja wyglądała i wygląda do dziś na Zachodzie, gdzie od kilkudziesięciu lat na prawicy trwa zjawisko odżegnywania się od konserwatyzmu.

W XIX-wiecznej Polsce elity były jeszcze ostoją porządku, w dwudziestoleciu międzywojennym próbowali bronić resztek tej pozycji, natomiast później ta rola zupełnie wygasła, a zaczęła się dyskusja, czy zasady, które pierwotnie przyświecały klasom wyższym należy pielęgnować konserwatywny światopogląd czy też przystać do większości kształtującej zmieniający się świat. Doprowadziło to dziś do wytworzenia się „konserwatyzmu bezobjawowego”, który przylega do idei czysto rewolucyjnych i liberalnych.

Mamy też do czynienia z kuriozalnymi przykładami ruchów określających się jako konserwatywne, których liderzy żyją w całkowitej sprzeczności z zasadami konserwatywnymi, jak choćby Alice Weidel z niemieckiej AfD, która nie tylko żyje w sodomskim związku ze swoją partnerką, ale i „adoptowały” razem dziecko.

Partie populistycznej prawicy stanowią raczej wyraz oddolnych trendów – jeżeli pojawia się zmiana języka politycznego, to dlatego, że zmieniają się te trendy, a często bynajmniej nie dlatego, że politycy są szczerze przywiązani do ideowych źródeł konserwatyzmu.

Przywołał też konserwatyzm „aksamitnych kapeluszy”, kojarzony z pewnym momentem działalności publicznej Jana Marii Rokity. Nurt ten cechuje się przywiązaniem do estetycznego decorum, przy jednoczesnym izolowaniu się od więzi z szerszą, obejmującą konkretne grupy i jednostki, społecznością.

Omawiając dwa spojrzenia na konserwatyzm – jedno wynikające z bieżących uwarunkowań politycznych, a drugie oparte o sensus catholicus, owo wyczucie pozwalające przetrwać zawirowania historyczne i ideowe – Piotr Doerre wskazał na cykl zaburzeń rewolucyjnych, od buntu religijnego Marcina Lutra, poprzez falę rewolucji we Francji, w całej Europie, a w końcu w Rosji. Ich wspólnym mianownikiem jest „opętańcza wprost nienawiść do Kościoła katolickiego”.

– W pewnym sensie wszyscy jesteśmy konserwatystami. Żyjemy w czasach tak dalece idącego kryzysu naszej cywilizacji, że każdy, kto nie reprezentuje jakiegoś przywiązania do tradycyjnych zasad, stacza się w nihilizm – ocenił.

– A skoro prawdziwe korzenie rewolucji ulokowane są w sferze duchowej, to i nasza odpowiedź nie może być ulokowana wyłącznie na planie politycznym i społecznym – zaznaczył, dodając, że dlatego program katolickiej kontrrewolucji musi obejmować wiarę w to, że Kościół katolicki jest depozytariuszem prawdziwej religii, a każda wspólnota ludzka powinna kierować się nauką Kościoła i prawem naturalnym oraz przekonanie, że naród to organizm, który wykształcił określone obyczaje i kulturę.

Wykład Jerzego Wolaka

Jerzy Wolak, redaktor naczelny magazynu „Polonia Christiana”, wygłosił wykład zatytułowany Konserwatyzm nasz powszedni.

Prelegent na wstępie wskazał na swoiste napięcie pomiędzy wyobrażeniem konserwatyzmu jako wstecznictwa i obskurantyzmu a konserwatyzmem bardzo elitarnym, intelektualnym – którego nieodzowną częścią jest lektura dzieł fundacyjnych dla tego nurtu myślenia. Pomiędzy tymi dwiema skrajnościami red. Wolak umiejscowił istotę swego wystąpienia…

Osobom zaniepokojonym ilością trudnych książek, jakie przyswajają konserwatyści, Wolak poradził: Nie czytaj – ważne, żebyś żył tak, jak Pan Bóg przykazał. Konserwatyzm jest czymś o niebo większym niż doktryny polityczne.

– Przed rewolucją cały świat był konserwatywny, ale nawet nie zdawał sobie z tego sprawy, bo nie było potrzeby takiego nazewnictwa – mówił, dodając, że zadaniem konserwatyzmu codziennego jest bycie normalnym.

– Jak wiara bez uczynków jest martwa, jak czytamy w liście św. Jakuba, tak i doktryna bez praktyki jest równie nieżywa – podkreślił, wskazując, że podstawą funkcjonowania zdrowego społeczeństwa są obyczaje. To obyczaje kształtują politykę, a jeżeli polityka zaczyna kształtować obyczaje, to mamy do czynienia z państwem rewolucyjnym.

Zaznaczył przy tym, że mówi o konserwatyzmie katolickim. Każda cywilizacja ma bowiem swój własny konserwatyzm. Na przykład świat islamu ma świadomość zasad, na jakich opiera się jego konserwatyzm i w związku z tym może zaobserwować, kiedy ten konserwatyzm upada. W Europie i na Zachodzie zatraciliśmy ten kompas – podkreślił Wolak. Podstawą konserwatyzmu katolickiego jest przechowywanie nieskażonego depozytu wiary.

– Konserwatyzm nie ma być sztywnym trzymanie się tego, co stare, ale nieustannym wprowadzaniem w teraźniejszość, w nowoczesność, tego, co wieczne – ocenił, tłumacząc, że chęć zachowania cywilizacji nigdy nie doprowadzi do jej uchronienia, ale jeżeli przyświeca nam pragnienie służby Bogu i wspólnocie, to wtedy dopiero cywilizacja na tym skorzysta.

Przywołał przykład szerzącego się w Polsce Halloween i zaapelował o świadomość tego, że do nas na co dzień należy też zadanie, by nie dopuścić do spoganienia naszego kraju.

Wolak przedstawił drogę, jaką szła światowa rewolucja, w każdej swojej odsłonie uderzając coraz niżej – począwszy od spraw nadprzyrodzonych, a kończąc na podstawach natury ludzkiej. Pierwsza rewolucja – protestancka – uderza w duszę społeczeństwa – w Kościół, w teologię. Druga rewolucja obniża celownik – uderza w głowę społeczeństwa i tę głowę ścina, w osobie Ludwika XVI, likwidując monarchię i pozostawiając społeczeństwo jako zbiór nieskoordynowanych członków. Trzecia rewolucja – bolszewicka – uderza w ręce: w ludzi pracy, we własność. I wreszcie czwarta – rewolucja, która rozpoczęła się w roku 1968 i trwa do dziś – uderza jeszcze niżej, dosłownie: poniżej pasa, w genitalia – promując „genitalną” wizję świata z jej pseudo-dogmatami genderowymi.

Paradoksalnie, „coraz trudniej dziś… konserwatystą nie być” – przekonywał Jerzy Wolak. Zanegowanie wszystkiego, co właściwe dla normalnego życia poszło bowiem już tak daleko, że nieraz wystarczy przywiązanie do świadomości, że istnieją dwie płcie bądź do palenia drewnem w kominkach i uznania naukowej wiedzy o pożytecznej roli dwutlenku węgla, by być konserwatystą.

Kluczowym zadaniem w przekazaniu owego konserwatyzmu codziennego jest wychowanie dzieci w kodzie kulturowym, w zasadach i cnotach, które są konstytutywne dla naszego życia społecznego do wieków.

– Cywilizacja zaczyna się od dzień dobry. O tym pamiętajmy. Cywilizację budują owoce Ducha Świętego – radość, uprzejmość itd. Cywilizację buduje kindesztuba – uczmy dzieci ustępować miejsca w tramwaju, zachowania przy stole – kontynuował.

Jerzy Wolak podsumował, iż konserwatyzm nasz powszedni jest ważniejszy niż konserwatyzm doktryny – ale należy pamiętać, że konserwatyzm to nurt defensywny, a jak powiedział Winston Churchill, wojny nie wygrywać się ewakuacjami, lecz ofensywą. Dlatego naszym zadaniem jest „epatować świat” tym konserwatyzmem, a nie traktować go jedynie jako odpowiedzi złe zjawiska.

Podobne artykuły

Nie daj się oszukać szatanowi. Noś Cudowny Medalik!

27 listopada obchodzimy 195. rocznicę objawień Najświętszej Maryi Panny w paryskim domu Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia. Siostra Katarzyna Labouré otrzymała wtedy od Matki Bożej jasne polecenie: – Postaraj się o wybicie medalika według tego wzoru. Wszyscy, którzy będą go nosili, dostąpią wielkich łask, szczególnie jeśli będą nosili go na szyi. Tych, którzy we mnie ufają, wieloma łaskami obdarzę.

Zarządzaj zgodami plików cookie

Informujemy, że niniejsza strona internetowa wykorzystuje pliki „cookies”. Szczegółowe informacje na temat gromadzonych plików „cookies” znajdują się w Polityce prywatności. Użytkownik poprzez kliknięcie przycisku „Akceptuję” wyraża zgodę na przetwarzanie plików „cookies”. Użytkownik może zmienić opcje przetwarzania plików „cookies” poprzez kliknięcie przycisku „Ustawienia”, a następnie wybór plików „cookies”, na które wyraża zgodę. W przypadku kliknięcia przez użytkownika przycisku "Odmawiam" przetwarzaniu będą podlegać jedynie konieczne pliki "cookies".