Kobiety, które odwlekają macierzyństwo doprowadziły w ciągu ostatnich dwudziestu lat do gwałtownego wzrostu liczby dzieci, u których zdiagnozowano zespół Downa. Konsekwencją tego zjawiska jest wzrost liczby aborcji – informuje „The Daily Mail”.
O ile, przykładowo, na przełomie 1989 i 1990 r. wykryto zespół Downa u 1975 nienarodzonych dzieci, to już na przełomie 2007 i 2008 r., dzieci poczętych ze zdiagnozowanym zespołem Downa było 1843. Nie wzrosła jednak liczba dzieci urodzonych z tym upośledzeniem, gdyż wskutek badań prenatalnych rodzicom często zaleca się ich uśmiercenie jeszcze w łonie kobiety.
Prawdopodobieństwo urodzenia dziecka z zespołem Downa jest 16-krotnie większe, jeśli kobieta zachodzi w ciążę w wieku około 40 lat, aniżeli kiedy ma 25 lat.
W ciągu ostatnich dwóch dekad w Wielkiej Brytanii zaobserwowano dwukrotny wzrost liczby kobiet decydujących się na urodzenie dziecka dopiero w wieku około 40 lat. Przykładowo w 2005 r. ponad 22 tys. dzieci urodziły kobiety, mające więcej niż 40 lat. 10 lat wcześniej kobiety w tym wieku urodziły ponad 11 tys. dzieci.
Lekarze ubolewają nad faktem, że wiele kobiet nie zdaje sobie w pełni sprawy z ogromnego ryzyka rodzenia dzieci w późnym wieku, kiedy 16-krotnie wzrasta prawdopodobieństwo urodzenia dziecka z zespołem Downa. I chociaż spadła o 1 proc. liczba dzieci urodzonych z tą chorobą, to – jak zaznaczają lekarze – gdyby nie badania prenatalne w ciągu ostatnich 20 lat na świat przyszłoby o 48 proc. więcej dzieci, cierpiących na zespół Downa.
Z badań wynika, że z syndromem Downa rodzi się 1 na 940 dzieci w przypadku kobiet w wieku 30 lat. Później to ryzyko gwałtowne wzrasta. Kobiety w wieku 40 lat rodzą średnio 1 dziecko z zespołem Downa na 85. Dzięki dokładniejszym badaniom i lepszemu monitorowaniu przebiegu ciąż zauważono, że nawet w grupie kobiet poniżej 37 roku życia wzrosła liczba zdiagnozowanych ciąż z zespołem Downa – z 3 do 43 proc.
Norman Wells z organizacji Family and Youth Concern zauważa, że medycy niepotrzebnie straszą kobiety widmem dziecka niepełnosprawnego, jak gdyby była to największa tragedia życiowa. A tak przecież nie jest. Uważa on, że rodzinom z dziećmi upośledzonymi powinno się udzielać stosownych informacji i zapewnić odpowiednią opiekę oraz wsparcie.
Uśmiercaniu dzieci upośledzonych jeszcze w łonie matki przeciwna jest Rosa Monckton, prowadząca fundację na rzecz dzieci z zespołem Downa. Sama ma córkę cierpiącą na tę chorobę i jak zaznacza nie wyobraża sobie życia bez niej. Tak dużo wniosła do jej rodziny.
– Kobiety pozbywają się dzieci z zespołem Downa, Nie zgadzam się z tym. To bardzo nierozsądne. Patrzę na naszą córkę i widzę piękne rzeczy, które nam ofiarowała. Nie wyobrażam sobie życia bez niej – mówi Monckton. Podkreśla ponadto, że kobiety które za namową lekarzy decydują się na aborcję, będą żałować tej decyzji. Stwierdza również, że lekarze nie powinni pełnić roli Boga. I choć sama nie robiła odpowiednich badań, by wykryć zespół Downa u swojego poczętego dziecka, zastrzegła, że nawet gdyby zdiagnozowano tę chorobę, nigdy nie zdecydowałaby się na aborcję.
Źródło: „The Daily Mail”, AS

