
Jeden procent dla naszych
Argument o prawie do różnorodności podnoszony jest, tylko gdy za publiczne pieniądze chce ktoś promować dewiacje, bluźnierstwa lub pornografię. Wystarczy jednak, że udostępni się salę na spotkanie z kimś, kogo kapturowy sąd salonu nazwie faszystą, a zaczyna się festiwal darcia szat – pisze Rafał Ziemkiewicz na łamach "Rzeczpospolitej".










