Wydaje się, że po upadku Muru Berlińskiego, wielu Amerykanów zapomniało, iż 90 mil na południe od Florydy, znajduje się komunistyczny gułag, który wciąż prześladuje ludzi. Każdego roku tysiące Kubańczyków brawurowo wypływa na pełne morze na własnoręcznie zrobionych tratwach, próbując przedostać się na Florydę. Wolą ryzykować życiem niż pozostać w „raju robotników”. Większość z nich topi się, albo zostaje wyłapana przez Straż Przybrzeżną i natychmiast odesłana – wskutek zmiany polityki jeszcze za administracji Clintona. Dla wielu Kubańczyków, wciąż żywe jest wspomnienie cudownego uratowania siedmioletniego Eliana Gonzaleza, a następnie jego traumatyczny powrót w 2000 r. na Kubę.