Na gruzach ”rewolucji moralnej”
2007-02-02 00:00:00
Dziewiętnastowieczny filozof Hans Vaihinger wypracował kierunek, który przyjęto nazywać "fikcjonalizmem". Kluczową kategorią jego systemu było bowiem pojęcie "jak gdyby" (Als Ob), wyrażające status fikcji, istniejących tylko w umyśle, lecz do rzeczywistości nieadekwatnych, mimo to jednak w świecie rozpowszechnionych i życiowo użytecznych.
Wspomniana kategoria niemieckiego kantysty może być zastosowana do opisu sposobu realizacji projektu zwanego IV Rzeczpospolitą. Dla uzasadnienia tej przydatności przyjmijmy na początek, że prawdziwy jest obraz Polski pod rządami PiS, odmalowywany w jadowicie "pisożerczych", czyli nieomal wszystkich, mediach krajowych i zagranicznych. Zakładając przy tym, że nie mamy żadnych innych narzędzi weryfikacji trafności wypowiadanych tam orzeczeń, musielibyśmy nabrać przekonania, że w Polsce odbywa się autentyczna Kontrrewolucja polityczna i moralna, energicznie prowadzona przez integralnie prawicowy, tradycjonalistyczny i katolicki rząd.
Każdy konserwatysta musiałby być tym faktem szczerze zbudowany, gdyby... No właśnie: gdyby nie to, że obraz ten jest nieprawdziwy; stanowi on właśnie jaskrawy przykład Vaihingerowskiej fikcji "jak gdyby". Partia stworzona przez braci Kaczyńskich jest "jak gdyby" konserwatywna i prawicowa, a jej "rewolucja moralna" jest "jak gdyby" kontrrewolucją.
W rzeczywistości formacja ta w swoim głównym - postsolidarnościowym, a bezpośrednio wywodzącym się z Porozumienia Centrum - trzonie wpisuje się w ultrademokratyczną "metanarrację" ideologiczną, której ojcem-założycielem był Rousseau, a pierwszymi praktykami - francuscy jakobini. Jądrem tej ideologii jest wczesno nacjonalistyczna (w literaturze naukowej nazywana "nacjonalitaryzmem") koncepcja suwerennego i "uzbrojonego" ("do broni, obywatele!") ludu - narodu, którego rewolucyjna awangarda, patriotyczna i nieprzekupna, heroicznymi aktami woli poskramia wrogów Republiki, zdrajców i złodziei. Oprócz rewolucyjnego patosu znamiennym rysem tej formacji jest permanentne utrzymywanie narodu w stanie egzaltowanej ekscytacji w oczekiwaniu na "wielki przełom" ("obywatele, jeszcze jeden wysiłek"), i to tym bardziej podgrzewanej, im mizerniejsze są rezultaty w wykrywaniu agentury czy korupcji.
Dobrym przykładem ideowej konfuzji z prawicą jest wyznawana przez liderów PiS idea "silnego państwa". Wbrew pozorom nie jest ona wcale konserwatywna. Ideałem tradycjonalistycznym jest "silne społeczeństwo" - złączona jednością wiary, moralności i reguł cywilizacji wspólnota rozmaitych ciał społecznych: rodzin, gmin, prowincji, ciał zawodowych i stowarzyszeń, w stosunku do których publiczna "władza najwyższa" (suprema auctoritas) pełni rolę rozważnego protektora ich "wolności konkretnych", gwaranta jedności i strażnika dobra wspólnego. "Silne państwo" natomiast to idea na wskroś nowoczesna, etatystyczna i centralistyczna; to wszędobylscy "komisarze Republiki", nie ufający nikomu i kontrolujący wszystko.
Przynajmniej do czasów pojawienia się socjalizmu takie poglądy jak Jarosława Kaczyńskiego były normą dla całej europejskiej lewicy, i to skrajnej lewicy. Wyznawali je nie tylko Robespierre czy w XIX wieku Gambetta, ale jeszcze na początku XX wieku neojakobiński "Tygrys" Clemenceau - patriota żarliwy i niewątpliwie "mocny człowiek" Republiki. Dlaczego zatem PiS budzi dzisiaj taką odrazę w "postępowej" Europie i jest desygnowany jako "skrajna prawica"? Ten pozorny paradoks jest łatwy do wytłumaczenia: wyjaśnia go ewolucja współczesnej lewicy, która porzuciła jakobiński "nacjonalitaryzm" i przeszła na pozycje kosmopolitycznego socdemoliberalizmu.
Czy konserwatyści mogą mieć słuszne powody - poza najbardziej doraźnym pragnieniem zerwania z "układem" okrągłostołowym - współpracowania z formacją tak odległą ich zasadom? Dyskusje, nawet gorące spory na ten temat toczyły się od dawna. Zawieszając na razie sąd ogólny, stwierdzić należy, że warunkiem odpowiedzi pozytywnej jest istnienie wspólnoty celów przynajmniej w wybranych kwestiach fundamentalnych. Na przykład, francuscy monarchiści narodowi mogą współpracować z Klubem Jakobinów we froncie "suwerenistycznym", ponieważ ci jakobini są naprawdę obrońcami suwerenności Francji. Polscy konserwatyści oprócz tego samego postulatu formułowali jeszcze jeden warunek obligatoryjny: poświadczoną czynami wolę bezwzględnego stania na gruncie prawa naturalnego w ustawodawstwie.
W obu tych, zresztą wiążących się ze sobą, dziedzinach bilans rządów PiS jest przygnębiający. Mija już rok, jak odtrąbiono - ze zbędną tromtadracją - "odzyskanie" MSZ. Czy Polska polityka zagraniczna stała się przez to rzeczywiście bardziej suwerenna? Przeczą temu takie fakty, jak opublikowanie przez MSZ broszurki na temat stosunków polsko - żydowskich, powielającej tezy makabrycznego baśniopisarstwa J.T. Grossa, czy wstydliwie ciche, lecz wyraźne, wycofywanie się ze sprzeciwu wobec wznowienia prób przepchnięcia tego konstruktywistycznego potworka, któremu na imię "konstytucja europejska". Najnowsze dni przyniosły zaś dowody całkowitej kapitulacji wobec perwersyjnych "standardów" aktualnie obowiązującej ideologii europejskiej.
Sam Pan Prezydent RP uznał za stosowne odcięcie się od, przypomnianych w książeczce prof. Macieja Giertycha, rzekomo rasistowskich tez jednego z niewielu polskich uczonych (Feliksa Konecznego), który wniósł nieprzemijający wkład do nauki powszechnej. Następnie rzecznik polskiego rządu zdezawuował propozycję ministra Romana Giertycha wpisania do Karty Praw Narodów Europy zakazu aborcji i propagandy homoseksualnej. Jeżeli nawet minister rzeczywiście nie uzgodnił swojego wystąpienia z premierem i Radą Ministrów (co byłoby naganne), to publiczne odcięcie się od jego stanowiska jest wyraźnym przyzwoleniem dla piętnowania wierności normom prawa naturalnego jako "skandalu" i nawet przestępstwa. To już nie milcząca, lecz czynna aprobata dla takiej "konstytucji dla Europy", która korzenie swoich "wartości" odnajduje w biblijnej Sodomie i na zboczu spartańskiego Tajgetu, skąd zrzucano ciała kalekich noworodków, zaś klasyczno-chrześcijańskie dziedzictwo cnoty odsyła do... hitlerowskiej III Rzeszy.
Przysłowiową kroplą rozlewającą czarę goryczy jest jawne złamanie i przez szefa rządu, i większość parlamentarzystów PiS, moralnego konsensu w kwestii najbardziej elementarnej, czyli ochrony życia poczętego. Zarówno podany do wiadomości publicznej warunek, jaki premier postawił Marszałkowi Sejmu - samodzielne zebranie większości potrzebnej do zmiany konstytucji, wraz z ostrzeżeniem, że bierze na siebie odpowiedzialność za ewentualną porażkę - jak wypowiedzi niektórych posłów (myślę tu zwłaszcza o Jacku Kurskim), życzących marszałkowi powodzenia, lecz wyrażających troskę czy mu się uda, trudno nazwać inaczej, jak hipokryzją. Jest przecież oczywiste, że tylko wystąpienie klubu parlamentarnego PiS, i z pełnym poparciem lidera tego obozu, jako zwartego monolitu w obronie życia, mogłoby wpłynąć zachęcająco na tych posłów z klubów opozycyjnych, którzy jeszcze się wahają, lecz idei konstytucyjnego umocowania prawa do życia nie są obcy. Jeżeli natomiast słyszą oni, że premier uchyla się od wzięcia za to odpowiedzialności, a posłowie PiS nagle odkrywają, jeden po drugim, zalety "mądrego kompromisu", to ich zdolność do przeciwstawienia się oficjalnemu stanowisku gremiów kierowniczych swoich partii drastycznie musi zmaleć.
Marszałek Marek Jurek, z elegancką powściągliwością, opisał powstałą w PiS sytuację jako "impas moralny" i wyznał, że stanowi ona powód do głębokiego przemyślenia. Trudno się z tym nie zgodzić. Konserwatyści w PiS mają dziś bardzo dużo do myślenia.
Jacek Bartyzel
www.konserwa.blox.pl
Klub „Polonia Christiana” w Lublinie zaprasza na debatę pt. „Neomarksistowski eksperyment na narodzie. Wyzwania na 2025 rok”, która odbędzie się w sobotę 11 stycznia 2025 roku o godzinie 17:00. Gościem specjalnym klubowego spotkania będzie prof. Ryszard Zajączkowski, filozof związany z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim (KUL) i założyciel Stowarzyszenia Inicjatyw Naukowych.
W piątek 3 stycznia wieczorem, w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej, odbędzie się inauguracja polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Na ten dzień swoje protesty zapowiedzieli rolnicy z całej Polski, sprzeciwiający się destrukcyjnej polityce UE w zakresie rolnictwa czy tzw. Zielonego Ładu. Wbrew oczekiwaniom rolników do Warszawy nie przybędzie przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, firmująca pogłębiający się w Europie chaos ekonomiczny i społeczny.
2025 rok będzie niewątpliwie rokiem, w którym lewackie środowiska będą chciały osiągnąć jeden z swoich ideologicznych celów – wprowadzenie (pod pretekstem zwiększania świadomości na temat zdrowia) edukacji seksualnej według własnej wizji. Czym takie eksperymenty kończą się widzimy, czytając wiadomości z krajów zachodniej Europy o demoralizujących zajęciach prowadzonych już nawet w przedszkolach i pierwszych klasach szkół podstawowych. W styczniu obrońcy normalności w polskich szkołach organizują protesty w obronie polskiej szkoły – w stolicach Małopolski i Pomorza Zachodniego.
Kontynuując inicjatywę SKCh im. Ks. Piotra Skargi i grupy Apostolatu Fatimy, spotykamy się w najbliższy piątek 3 stycznia 2025 r. na wspólnej modlitwie. Gorąco zachęcamy Państwa do dołączenia, co można uczynić osobiście (w Krakowie) lub zdalnie za pośrednictwem transmisji na żywo przez serwis YouTube.
Miło nam poinformować, iż w mijającym roku 2024 do siedziby naszego Stowarzyszenia ponownie napłynęły bardzo liczne życzenia z okazji Świąt Narodzenia Pańskiego. Wśród nadawców życzeń, za które składamy serdeczne Bóg zapłać, nie zabrakło biskupa, kapłanów z różnych parafii, jak też i i licznego grona świeckich, w tym Apostołów Fatimy.