Chociaż życie katolika w Polsce wydaje się coraz trudniejsze, mało kto z nas zna kogoś, kto realnie cierpi lub cierpiał za wiarę w Chrystusa. O męczennikach z innych miejsc świata słyszymy rzadko – a i tak dowiadują się o nich wyłącznie ci z nas, którzy na co dzień słuchają, czytają lub oglądają katolickie media. Świata bowiem męczeństwo chrześcijan wydaje się w żaden sposób nie obchodzić.
A przecież chrześcijanie nadal cierpią. Według najnowszych raportów organizacji Open Doors ponad 388 milionów chrześcijan na świecie doświadcza wysokiego lub ekstremalnego poziomu prześladowań. Uświadommy to sobie – to mniej więcej co siódmy chrześcijanin na świecie. W samym tylko roku 2024 odnotowano 4 849 zabitych za wiarę w Chrystusa, dziesiątki tysięcy pobitych, torturowanych lub więzionych, ponad 5 000 ofiar przemocy seksualnej i przymusowych małżeństw, a aż 224 129 osób zmuszono do ucieczki lub ukrywania się. Zniszczono lub zaatakowano ponad 3 600 kościołów i chrześcijańskich obiektów sakralnych, a tysiące wiernych trafiło do aresztów tylko za to, że modlili się lub posiadali Pismo Święte.
Geografia tego cierpienia jest rozległa, ale ma swoje szczególne ogniska: Afryka Subsaharyjska – zwłaszcza Nigeria, gdzie dochodzi do większości zabójstw chrześcijan na świecie; Bliski Wschód – z krajami takimi jak Syria czy Jemen; oraz Azja – gdzie Korea Północna, Pakistan czy Indie należą do miejsc najbardziej wrogich wierze. W sumie aż w 78 krajach notuje się poważne prześladowania, a raport organizacji Aid to the Church in Need (Pomoc Kościołowi w Potrzebie)dodaje jeszcze szerszy kontekst: ponad 5,4 miliarda ludzi żyje w państwach, gdzie wolność religijna jest ograniczona, a w dziesiątkach z nich dochodzi do systemowych naruszeń, od dyskryminacji po brutalne represje. Oto mapa współczesnego świata, na której wierność Krzyżowi nadal niesie za sobą ryzyko, a czasem wyrok.
Ziemia Święta
Najbardziej przejmujący punkt na tej mapie stanowi rzecz jasna Ziemia Święta – tam, gdzie wszystko się zaczęło. Cierpienie tamtejszych chrześcijan ma wymiar niemal symboliczny: to wspólnota, która trwa w miejscu narodzin naszej religii, a jednocześnie znika na naszych oczach. W Gazie żyją pod podwójnym ciężarem – wojny i systemowej opresji – giną w kościołach, umierają z głodu, chowają bliskich w ruinach świątyń. Na Zachodnim Brzegu duszeni są ekonomicznie i administracyjnie, tracą ziemię, przyszłość i nadzieję, zmuszani do emigracji. W Jerozolimie i innych miastach Izraela spotykają się z narastającą wrogością, upokorzeniem, przemocą uliczną. Mimo iż oczy mediów całego świata zwrócone są w ostatnich latach na Bliski Wschód, to nie zauważają one, że trwa tam dramat powolnego zaniku wspólnoty, która przez dwa tysiące lat była żywym świadkiem Ewangelii. A jednak – i to najbardziej zdumiewające – oni wciąż tam są. Modlą się, odprawiają liturgię, dzielą się chlebem nawet z tymi, którzy cierpią obok nich. Ich męczeństwo nie zawsze kończy się śmiercią, ale zawsze jest wyborem: zostać, wierzyć, trwać. I może właśnie dlatego ich świadectwo wybrzmiewa dziś najmocniej.
„Miękkie” prześladowania?
Ale dzisiejsze męczeństwo chrześcijan nie zawsze oznacza krzyk tłumu i grad kamieni jak w czasach świętego Szczepana, którego do dziś czcimy jako pierwszego męczennika. W innych częściach świata cierpienie może przyjmować zupełnie inny wymiar – niepozostawiający krwawych śladów. W świecie, który lubi mówić o tolerancji, chrześcijanie coraz częściej doświadczają „miękkiego” prześladowania: wyśmiania, marginalizacji, wypchnięcia z przestrzeni publicznej. Tracą głos, a czasem pracę, bo nie chcą wyrzec się swoich przekonań. Krzyż znika z miejsc, gdzie był od pokoleń, a wiara bywa traktowana jak coś wstydliwego, niepożądanego, wręcz podejrzanego. To męczeństwo bez krwi, ale nie bez bólu – i może dlatego tak łatwo je przeoczyć. A jednak ono także jest świadectwem: cichym i upartym trwaniem przy Chrystusie mimo nacisku świata, który coraz mniej chce Go słuchać.
O męczeństwie, rzecz jasna w zupełnie innej skali, nieporównywalnej z torturami i innymi fizycznymi cierpieniami, o których mowa była wcześniej, mówić możemy jednak również w kontekście życia wielu z nas, polskich katolików, żyjących w XXI wieku. I nie chodzi już tylko o wyszydzanie w mediach czy nawet w grupie rówieśniczej, towarzyskiej czy w miejscu pracy. Oto przecież coraz więcej z nas dotyka pewien subtelny rodzaj męczeństwa w naszych rodzinach, a może nawet w naszych domach. Wrogom chrześcijaństwa udało się bowiem tak zmienić świat, w tym Polskę, że coraz liczniejsi mieszkańcy naszego kraju kpią z Pana Boga i z Jego wyznawców. Spotkania rodzinne nierzadko przemieniają się w pole minowe pełne tematów wywołujących konflikty – a wiara i wynikająca z niej moralność to główne kwestie sporu.
Kto straci swe życie z mego powodu…
Chrystus, przychodząc na świat dwa tysiące lat temu, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wierność Jego słowu nie będzie prosta. Dlatego właśnie ewangelista Mateusz zapisał Jezusową zapowiedź brzmiącą: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je (Mt 10,34–39).
Jakże trudne są to słowa! Ale jakże budujące i podnoszące na duchu zawsze wtedy, kiedy doznajemy cierpienia, konfrontując się w tych sprawach z kimś z naszych bliskich. Oczywiście – dobra atmosfera, spokój, wzajemne zrozumienie w rodzinie są niezwykle ważne. Chrystus przypomina nam jednak, że są i sprawy ważniejsze. Że wierność Panu Bogu niesie za sobą konsekwencje.
Myślę o tych słowach zawsze, gdy podczas rozmaitych spotkań podchodzą do mnie Czytelnicy PCh24.pl i opowiadają o takich sytuacjach: Syn żyje w związku niesakramentalnym, gdy zapytałam o ślub, obraził się; Córka nie chodzi do kościoła i wyśmiewa się z tych, co chodzą; Mój teść szydzi ze mnie, bo modlę się na różańcu; Moja mama jest antyklerykałem i nie możemy się porozumieć, bo twierdzi, że jestem dewotem. Tak, również o takie sytuacje chodzi. Jest ich coraz więcej i należy po prostu powierzać je Chrystusowi. Nie ma innej rady.
Módlmy się!
A za tych, którzy cierpią w innych miejscach świata, również powinniśmy się modlić: Boże, poprzez tajemnicze zrządzenie Twej Miłości, pozwoliłeś swemu Kościołowi uczestniczyć w cierpieniu Twego Syna, wzmocnij nasze Siostry i Braci, którzy z powodu swej wiary są prześladowani. Obdarz ich swoją mocą i wytrwałością, aby w każdym ucisku pokładali w Tobie całą swą ufność, a w cierpieniu wiernie świadczyli o Tobie. Podaruj im radość z uczestnictwa w Ofierze Chrystusa i obdarz pewnością, że ich imiona są zapisane w Księdze Życia. Daj im siłę do naśladowania Chrystusa, która wesprze ich w dźwiganiu Krzyża, a w utrapieniu ustrzeże ich chrześcijańską wiarę. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.
Autor jest redaktorem naczelnym portalu PCh24.pl
Copyright © by STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ IM. KS. PIOTRA SKARGI | Aktualności | Piotr Skarga TV | Apostolat Fatimy