Adam Kowalik: Za Boga, Ojca Świętego i Polskę

2022-07-24 00:00:00
Adam Kowalik: Za Boga, Ojca Świętego i Polskę

Wiek XIX to ciężki czas dla Polaków. Pozbawieni Ojczyzny pragnienia swoje koncentrowali na idei walki o niepodległość. Niestety, wielu z rozpaczy traciło rozsądek i, ulegając ideologom rewolucyjnym, brali udział w różnych buntach czy rewoltach, niekiedy nawet wymierzonych w Kościół. Większość jednak Polaków łączyła walkę o Polskę ze służbą Bogu. Do tej grupy należał Adam Morawski.

Rodzina Morawskich herbu Dąbrowa wywodziła się z Litwy, jednak bohater naszej opowieści urodził się już w Warszawie 1 stycznia 1842 roku. Wychowany w tradycjach szlacheckich, w duchu miłości Ojczyzny, zaangażował się w konspirację niepodległościową, a gdy wybuchło powstanie styczniowe, wyruszył w pole.

Była Ona zawsze obroną moją!

Żegnając się z ojcem, prócz błogosławieństwa dostał od niego karabelę, pamiątkę po dziadku. Pod gardą widniał na niej wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej z podpisem Pod Twoją obronę, a wzdłuż klingi bliskie katolikowi słowa: Jezus + Maryja + Józef. Na szyi zawiesił szkaplerz karmelitański, a na piersi ryngraf z wizerunkiem Jasnogórskiej Pani. Była Ona zawsze obroną moją! Pociechą i siłą! – wspominał z wdzięcznością po latach.

W randze porucznika walczył w szeregach oddziałów Teodora Cieszkowskiego, Józefa Jankowskiego i Adama Zielińskiego na terenach guberni warszawskiej i siedleckiej. Zasłużył się jako goniec brawurowo przekradający się wśród patroli kozackich. Za dostarczenie niezwykle ważnej korespondencji do powstańczych władz wojskowych w Warszawie i szybki powrót, otrzymał od gen. Michała Haydenreicha krzyż Virtuti Militari. Darował go potem ikonie Matki Bożej w Przeworsku.

Mimo że się nie oszczędzał, przeżył powstanie. Zagrożony aresztowaniem i katorgą udał się do Francji. Tam wstąpił do szkoły wojskowej. Gdy jednak dowiedział się z gazet, że armia francuska, która strzegła wolności i bezpieczeństwa papieża, opuści Rzym, postanowił zaciągnąć się do szczupłych liczebnie wojsk papieskich.

Żuaw papieski

Dotarłszy pieszo do Rzymu, Adam Morawski wstąpił w marcu 1865 roku do elitarnej formacji żuawów papieskich, czyli lekkiej piechoty noszącej malownicze, orientalne mundury. Służył w niej kwiat katolickiej młodzieży męskiej świata.

Podczas audiencji zaprezentował Ojcu Świętemu Piusowi IX swój ryngraf z Częstochowską Orędowniczką. Z błogosławieństwem papieskim wyjechał do Frascati, miejsca stacjonowania batalionu żuawów. Otrzymał mundur, sztucer z bagnetem i osobiste wyposażenie, po czym rozpoczął służbę. Mimo że był oficerem z doświadczeniem bojowym, zaczynał od przeszkolenia rekruckiego.

W 1867 roku ziemie pozostające wciąż pod władzą papieża stały się celem wypraw grup rewolucjonistów kierowanych przez Józefa Garibaldiego. Zaczęła się dla żuawów papieskich ciężka służba, polegająca na tropieniu bojówek napadających na ludność wierną Piusowi IX. Zwalczali także bandy rozbójników. Rajdy piesze, często na bezludziu, w upale, wyczerpywały siły fizyczne żuawów, ale miłość do Chrystusa i Jego Namiestnika na ziemi skłaniały do wytrwania w ciężkiej służbie.

W październiku 1867 roku Garibaldi zaatakował Rzym. Przeciw tej wyprawie wyruszyły wojska papieskie wspierane przez świeżo przybyły korpus francuski. Do decydującej bitwy doszło pod Mentaną. Czerwone sztandary rewolucjonistów zawisły na kamiennych zabudowaniach, stojących nad stromym zboczem góry. Tworzyły one twierdzę, zdawałoby się, nie do zdobycia. Jednak żuawi z okrzykiem: Niech żyje Pius IX! rzucili się z impetem do szturmu i po krwawej walce wyparli garybaldystów z umocnionych pozycji. Adam Morawski, który brał udział w tej bitwie, pisał o przeciwnikach: Byli to ohydni nikczemnicy, którzy się w niejednym miejscu podobnych zbrodni dopuścili; niejeden Przybytek Pański świętokradzko znieważyli, a na widok bagnetu padali na kolana, błagając pardonu w imię przenajświętsze Jezusa i Maryi. Dodajmy, że za zasługi podczas tej bitwy nasz bohater został potem odznaczony.

W 1870 roku, korzystając z zaangażowania Francji w wojnę z Prusami, król Włoch postanowił włączyć ziemie papieskie do swego państwa. Jego wojska, dysponujące miażdżącą przewagą, szybko stanęły u bram Rzymu. 20 września doszło do gwałtownych walk, w których wziął udział także Adam Morawski z grupą Polaków zasilających szeregi żuawów papieskich. Nasz bohater walczył w obronie jednej z bram miasta – Porta Pia.

W ogniu dział i karabinów papiescy trwali na powierzonych sobie pozycjach. Gdy skruszony pociskami mur runął, ruszyli do ataku na bagnety. Jednak papież nie chciał rozlewu krwi. Obronę traktował wyłącznie jako manifestację praw Stolicy Apostolskiej do państwa kościelnego, które istniało ponad tysiąc lat. Gdy doszło do walki wręcz, nakazał wywieszenie białych flag.

Pisarz katolicki

Mając uzdolnienia pisarskie i pociąg do pióra, Adam Morawski postanowił opisać swoje wspomnienia z lat służby w armii Piusa IX. Powstała książka Żuawi papiescy w Rzymie i wojnie francuskiej 1865-1871 roku. Spotkała się ona z dużym zainteresowaniem czytelników i doczekała kilku wydań.

W pracy pisarskiej i wydawniczej Adam Morawski odnalazł swoje powołanie. Wspominał po latach: Powróciwszy do kraju i widząc, jak wiele pism publicznych i dzieł, tłumaczonych z obcych języków, szerzą zgubne teorie i doktryny wśród społeczeństwa naszego […] przeto oprócz artykułów, dawniej podawanych w pismach publicznych, napisałem jeszcze ośm dzieł treści apologetycznej, moralnej, historycznej lub filozoficznej, a 22 dzieł treści religijnej, które w powtarzających się wydaniach wyszły w tysiącach egzemplarzy. Większość opublikowanych przez Morawskiego książek stanowiły modlitewniki. Działalność tę docenił Leon XIII, nadając Morawskiemu Krzyż św. Sylwestra.

Mniej szczęściło mu się w życiu prywatnym. Miłość, która połączyła go z Izabelą Sanguszkówną, zniszczył sprzeciw jej rodziny. Dziewczyna wstąpiła do klasztoru, a Morawski dopiero po 20 latach zdecydował się ożenić z inną. Ostatnie lata życia spędził w Marcinkowicach koło Nowego Sącza, majątku syna Stanisława. Wielką satysfakcję przyniosło mu odzyskanie niepodległości przez Polskę. Kawaler odznaczeń papieskich i polskich zmarł 3 lutego 1941 roku w Marcinkowicach.

Adam Kowalik


Artykuł pierwotnie ukazał się na łamach 124. numeru dwumiesięcznika "Przymierze z Maryją". Wydawcą pisma jest Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi.

Wciągająca opowieść historyczno-teologiczna o franciszkańskich wojownikach, z odniesieniami do współczesności – to właśnie rdzeń autorskiej prelekcji, na którą serdecznie zaprasza Klub „Polonia Christiana” w Elblągu. Wygłosi ją rekolekcjonista i pisarz ojciec Wawrzyniec Maria Waszkiewicz ze Zgromadzenia Misjonarzy Matki Bożej Anielskiej. Współorganizatorem spotkania jest Stowarzyszenie Elbląscy Patrioci.
Jakie są źródła technocentrycznej ideologii transhumanizmu? Dlaczego tak wielki kapitał kierowany jest na rozwój technologii mających wytworzyć inteligentną alternatywę dla człowieka? I przede wszystkim - czym grozi dalszy rozwój sztucznej inteligencji i jakie ryzyka się z nim wiążą - o tych sprawach będzie mówił gość najbliższego spotkania warszawskiego Klubu „Polonia Christiana” - o. dr Michał Ziółkowski MI.
Gdy 16 lat temu na ulice Warszawy wyruszył pierwszy „Marsz dla Życia i Rodziny” trudno byłoby uwierzyć, że w polskich miastach może dojść do masowych wystąpień zwolenników zabijania dzieci poczętych, że plakaty broniące życia poczętego będą dewastowane, a w mediach będą królować permisywne postawy i ataki na chrześcijaństwo. Dlatego po sukcesach tegorocznych pokojowych demonstracji na ulicach polskich miast nie możemy przerywać walki o przetrwanie rodzin i wartości cementujących nasz naród od ponad tysiąca lat. W obronie cywilizacji życia liczy się każdy umysł i każda para rąk.
Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi nie zapomina o swoim Czcigodnym Patronie. W przypadającą na dzień 27 września rocznicę śmierci Sługi Bożego Księdza Piotra Skargi delegacja Stowarzyszenia na czele z prezesem Sławomirem Olejniczakiem złożyła wieńce z kwiatów pod pomnikiem ks. Piotra Skargi oraz przy Jego sarkofagu.
W naszym krakowskim Marszu dla Życia i Rodziny zdecydowanie warto pójść – dla siebie, dla bliskich, a przede wszystkim - dla naszych dzieci i wnuków. Jeśli jednak ktoś jeszcze zastanawia się nad uczestnictwem w tym patriotycznym święcie rodzin, które rozpocznie się już w niedzielę 25 września o godz. 12 na Placu Matejki, poniższe argumenty rozwieją wszelkie wątpliwości.