Kongijski pisarz i prawnik, Gaston Asitaki skrytykował program pomocy dla krajów afrykańskich – w szczególności dla Konga, w którym mieszka – realizowany przez rząd amerykański, który koncentruje się na „planowaniu rodziny” i dostarczaniu prezerwatyw. Jego zdaniem jest to „chore”, gdyż mieszkańcy Afryki, zwłaszcza Konga potrzebują podstawowej opieki medycznej, antybiotyków, a nie prezerwatyw.
Jak zauważa, Kongo, w którym mieszka jest bogate w surowce mineralne. Jest też krajem bardzo ludnym zamieszkanym przez ponad 70 mln ludności. Wskaźnik dzietności jest bardzo wysoki i wynosi 6,3 dzieci przypadających na jedną kobietę. Aborcja w tym kraju jest zakazana, chyba, że ciąża zagraża zdrowiu matki. Jest to jednak najbiedniejszy kraj na świecie, bo ciągle toczą się tutaj walki wewnętrzne.
Podstawowa opieka medyczna w Kongu jest w katastrofalnym stanie, a sytuacja pogarsza się z roku na rok. Umieralność matek przy porodach szacuje się na 2 tys. na 100 tys. porodów. W 1990 r. – 800 przypadków. Jednocześnie umierają 92 noworodki na 1000 w pierwszym roku życia.
Obecnie państwa zachodnie, w szczególności rząd USA i UNFPA (Fundusz Ludnościowy ONZ) „pomagają” ulepszyć opiekę zdrowotną, oferując przede wszystkim program „planowania rodziny” (np. rozprowadzanie środków antykoncepcyjnych).
Same Stany Zjednoczone na program planowania rodziny w Kongu wydały ponad 8 mln 400 tys. dol. Zdaniem Asitaki, jest to „chore i nieodpowiedzialne postępowanie”, które nie uleczy matek ani nie zapobiegnie umieralności niemowląt.
Kongijski pisarz i prawnik zarazem podkreśla, że tylko ulepszenie podstawowej opieki zdrowotnej, dostarczenie antybiotyków może poprawić sytuację. „Potrzebujemy penicyliny za równowartość 8,4 mln dol. a nie wartych tyle samo prezerwatyw” – napisał Asitaki. Konieczna jest, jego zdaniem, poprawa jakości usług medycznych, do których będą mieć dostęp ludzie nie tylko w stolicy Kinszasie, ale także w całym kraju.
Jak wynika z raportu Światowej Organizacji Zdrowia, dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej ma zaledwie 26 proc. społeczeństwa w Afryce. Brak klinik i szpitali oraz dobrze wyszkolonego personelu stanowi poważny problem. Groźny jest też brak sprzętu i elementarnej higieny. A jeśli już nawet w dużych szpitalach znajdą się doskonali lekarze okazuje się, że nie mają podstawowych antybiotyków i sterylnych rękawiczek jednorazowych.
Szerzy się malaria oraz – wydawałoby się już zwalczone – dżuma i trąd, nie mówiąc o rozprzestrzenianiu się AIDS.
Asitaki podaje przykład Malezji i Sri Lanki, gdzie udało się uporać z dużą śmiertelnością matek i dzieci, dzięki zwiększeniu dostępu zwykłej ludności do opieki pielęgniarek oraz niezbędnych lekarstw. Jego zdaniem, jeśli państwa zachodnie naprawdę chcą pomóc Afryce, to niech wspierają organizowanie opieki medycznej, choćby na podstawowym poziomie i dostarczają niezbędne lekarstwa oraz artykuły higieniczne.
Źródło: MercatorNet.com, AS